Po co żyjesz na tym świecie, jeżeli nic z tego świata ci nie pasuje?
Boję się śmierci, ale brakuje mi woli życia. Moje życie to ciągłe cierpienie
Ból, ból tylko to jest w mojej głowie i ten drań Natsu
Czemu moje serce czuje
Nie może pozbawic się czucia ?
Ja cierpie, jestem pozbawiony energii
Fakt że boję się śmierci , dodaje mi wiary w to
Że jeśli umrę, będę szczęśliwy
Masz to czego chciałeś Gray. Cierpisz przez jednego człowieka. I jaką wartośc ma twoje życie ? Zupełnie go nie rozumiesz , śmierc jest jedynym ale nie koniecznym , rozwiązaniem. Chcesz umrzec tylko przez jednego maga ? , pytał sam siebie Gray. Siedział na drewnianym wielkim parapecie i patrzył na zachodzące słońce które oświetlało jego zmęczoną , zapłakaną twarz. Ześwirował już tak, że gadał sam do siebie. Jednak pozbawił siebie przyjaciół, i tylko rozmawianie z samym sobą , mu pozostało. -Tak- odparł Gray, mówiąc do swojego wymyślonego w głowie, głosu. -Chce umrzec tylko przez jednego maga. Bo tym magiem jest Natsu. Nadal go kocham. Nie pozostaje mi nic innego jak umrzec, bo chce pozbyc się tego cierpienia i bólu. Dla mnie życie nie ma żadnej wartości jeśli nie ma w nim miłości.
Kolejny fragment z One-Shota GrayxNatsu ^_^
Flap'S
Na tym blogu znajdziecie różne opowiadania. Czasami mogą byc z jakiegoś anime ( najczęściej FairyTail ) ale również różnego rodzaju : fantastyka,dramat,romans. Jeśli nie jesteś zainteresowany nie hejtuj :)
niedziela, 29 września 2013
sobota, 28 września 2013
15. One-Shot (GrayxNatsu) cz 2 - "Jesteśmy niczym a ciągle sobie wmawiamy, że jesteśmy kimś"
Zatraciłem się w swoim gniewie
Zrozumiałem że miłośc przynosi tylko ból
Większy niż mogłem przypuszczac
Nie mam siły już na ciebie patrzec
Tak bardzo boli mnie serce
Chciałbym by ten ból zniknął
Żeby miłośc do ciebie znikła
Gray już postanowił. Nie chce już by Natsu go pokochał. Zrozumiał że ta miłośc do niego przyniesie mu tylko zbędne cierpienie i nic więcej. Natsu nie stanie się jego chłopakiem, jeśli będzie go do tego zmuszał. Zresztą, pragnął by jego serce nie odczuwało żadnych uczuc. Kochał go ale on... Nie kochał jego. Nie chce robic przykrości innym z gildii ,ale bardzo tego pragnął by Natsu widział jak wszyscy rozpaczając po jego śmierci. Chciał by zobaczył jaki oni czują ból i żeby uświadomił sobie że on, Gray czuł to samo. Tak, śmierc. Tylko to mu pozostało.
One-Shot GrayxNatsu cz 2
Erza była wściekła. Wśiekła na maksa. Gray...On był taki bezszczelny ! Czerwonowłosej wydawało się że mówił prawdę , był taki szczery ale nie chciała w to wierzyc. Nigdy nie uwierzy w to że Gray nie chce już się z nimi przyjaźnic. A przecież znali się tyle lat. Co go na padło ? O co mu chodzi ? Pytała się wszystkich w gildi czy coś się stało że Gray był taki niemiły, jednak nikt nic nie wiedział, nawet Natsu. Nie może tego tak zostawic. Musi z nim porozmawiac.
***
Natsu siedział u siebie w mieszkaniu , oglądając widok za oknem. Nie miał nic innego do roboty , jak tylko myślec nad życiem. Biedny Gray. W gildii, on był taki... Zimny jakby wyparowały z niego wszystkie uczucia. I jeszcze ten wzrok który tylko Natsu mógł zauważyc. Wzrok który miał w sobie tyle smutku a za razem tyle gniewu. Dlaczego Gray nie rozumie tego że Natsu go nie kocha ? Przecież do miłości nie da się kogoś zmusic ! Ale... W sumie chłopak nie wiedział czy coś czuje do maga lodu. Lubił go jako przyjaciela, lecz w sumie niekiedy wyobrażał sobie ich jako parę. Nie wstydził by się tego tylko jakoś nie mógł wbic sobie do głowy swoich uczuc.To było głupie według Natsu. Nie wiedział co myślec. Zupełne zgubił się w swoich uczuciach. Czyżby jego serce kochało Graya ? Mag ognia zdzwił się na tą myśl. Sam się zastanawiał czy mógłby byc z magiem lodu ? W sumie dla miłości nie jest ważna płec, pomyślał. Był zagubiony jednak czuł że przez ten cały czas od wyznania Graya, ukrywał swoje uczucia. Uświadomił sobie że go kocha. I że chce z nim byc. -Idiota z ciebie Natsu - powiedział sam do siebie.
***
Czarnowłosy siedział w kawiarni i popijał gorącą czekolade. Nie mieli mrożonej więc musiał zadowolic się tą, zresztą i tak miał to gdzieś. Patrzył na ludzi którzy wracali z zakupów, na wesołe biegające dzieci , na rozmawiające i plotkujące kobiety , na mężczyzn którzy wymieniali się zapewne najnowszymi nowinkami o narzęziach i na pary trzymające się za ręce. Na szczęśliwe i kochające się pary. Grayowi aż zrobiło się nie dobrze, tyle te pary miały w sobie miłości, że odczuwał to nawet tutaj siedząc i pijąc czekolade. Jednak dobrze wiedział że on nigdy nie zazna takiej miłości. Nie chciał jej nawet od dziewczyny. Po prostu zrozumiał że do końca życia będzie sam. Nawet mu to odpowiadało. Teraz wyruszy na misję. Najtrudniejszą jaką znalazł w gildii. Gildia... Tyle pięknych chwil łączyło go i z tym miejscem i z osobami którzy do niej należeli. I wtedy przypomniał sobie Natsu. Poczuł jak łzy cisną mu się do oczu. Nie . On nie może płakac, nie w tym miejscu gdzie jest pełno ludzi. Ale...Gray już nie mógł. Z trudem powstrzymując "słony deszcz" wstał od stolika i zostawił pieniądze. Pobiegł w najbliższą ciemną alejkę i ... Rozkleił się. Osunął się na ścianie i płakał trzymając jedną rękę przy twarzy. Tak bardzo maskował ból w swoim sercu że w końcu wybuchł i musiał płakac.
-Natsu...Natsu dlaczego - wydusił przez łzy.
-Przecież ja cię kocham...Natsu- tym razem aż chciało mu się krzyczec, ale starał się opanowac. Płakał za to bardziej rzewnie i opadał z sił. Już nie mógł. Nie chciał czuc tego bólu, to za dużo jak dla niego. Chciał...Chciał umrzec.
***
-Ludzie ! Octavia znowu atakuje ! Niedługo dojdzie do nas ! Musimy ją powstrzymac!- krzyczał Makarov do swojej gildii.
-Wyznaczyłem już magów którzy pójdą i skopią tyłek tym idiotą ! - dodał i palcem zaczął wskazywac po koleji na wybranych ludzi.
-Erza ! Natsu ! Mam nadzieję że załatwice sprawę ! Jesteście silni i liczę na was ! -dodał i zszedł z drewnianego stołu. Usiadł przy barze i zaczął pic piwo. Nie chciał posyłac Wendy zresztą i tak jej nie było. Razem z Lucy wybrała się do Wodnego Parku na kilka dni odpoczynku, przy okazji z misją podszkolenia swoich umiejętności. Blondynka zabrała ze sobą także Carle i Happy'ego. Posłał by także Gajeela czy Laxusa jednak ich również nie było. Wszyscy nagle chcieli wypoczywac i Makarov pozwalał im na to. Mieli ciężki rok pełen walki z czarnymi gildiami. Kiedy rozejrzał się wkoło Erzy i Natsu już nie było. Pewnie wyruszyli na misje.
***
-To gdzie się kierujemy? -zapytał Natsu stojąc koło magini która bacznie przyglądała się mapie.
-Hmm. Myślę że powinniśmy najpierw zacząc szykac tutaj-wskazała małą wieś z napisem "Ichigo".
-Dlaczego ktoś nazywa miasto truskawka?-zdziwił się mag ognia.
-Idioto! Po pierwsze to nie miasto tylko wieś a po drugie jakbyś nie wiedział Ichigo słynie z tego że mają tam mnóstwo truskawek- odparła zniecierpliwiona Erza.
-Aaaaa - Natsu pojął o co chodzi.
-Tak więc przeszukamy najpierw tą wieś. Może mieszkańcy wiedząc coś o miejscu gdzie znajduje się gildia Octavia. Ostatnio zniszczyli właśnie Ichigo. Dranie- ostatnie słowo Erza powiedział przez zaciśnięte zęby.
- No cóż wskakuj do pociągu mamy kilka godzin drogi- dodała magini na co Natsu zrobił wielkie oczy.
-Że jak ? Nikt mi nie mówił że pojedziemy piciągiem ! Erza !- jęczął mag
-Nie przesadzaj !- Czerwonowłosa szybkim ruchem dała przyjacielowi cios w brzuch, przez co stracił przytomnośc a ona wzięła go na ramię i ruszyła w stronę stacji kolejowej.
***
Gray przeczytał jeszcze raz kartkę z misją. Wynikało z niej że pewna gildia Octavia dręczy pobliskie małe miasto i wśie rabując je niszcząc i czasami zabijając mieszkańców. Ludzie bali się ich i twierdzili że są bardzo silni , wręcz straszni. Dla Graya było to jak wybawienie. Zmierzy się z nimi i może dozna jakiegoś urazu prze który nie będzie czuł TEGO bólu przez najbliższe dni. Hmm... A może nawet zginie ? Według maga lodu było to najlepsze rozwiązanie. Tylko czy aby napewno tego chce ?
^_^ Dawno nie było One-Shota więc powraca kolejna częśc. Wiem że dużo się w niej nie działo i że za długa nie było ale jakoś tak wyszło. ^.^ Czuję że trochę poplątałam w końcu najpierw Natsu nie kocha Gray a teraz czuje że jednak tak i że chce z nim byc. Ale no cóż , ja się uczę na błędach. Dopiero zaczynam pisac One-Shoty więc nie mogę od siebie wymagac że idealnie mi on wyjdzie. No ale cóż dosyc użalania się nad sobą. Myślę jednak że się podobało i raczej kolejnej ( przypuszczam ostatniej części) możecie spodziewac się za tydzień gdyż tylko w weekendy mam więcej czasu ^_^ Przepraszam za błędy.
Flap'S
Zrozumiałem że miłośc przynosi tylko ból
Większy niż mogłem przypuszczac
Nie mam siły już na ciebie patrzec
Tak bardzo boli mnie serce
Chciałbym by ten ból zniknął
Żeby miłośc do ciebie znikła
Gray już postanowił. Nie chce już by Natsu go pokochał. Zrozumiał że ta miłośc do niego przyniesie mu tylko zbędne cierpienie i nic więcej. Natsu nie stanie się jego chłopakiem, jeśli będzie go do tego zmuszał. Zresztą, pragnął by jego serce nie odczuwało żadnych uczuc. Kochał go ale on... Nie kochał jego. Nie chce robic przykrości innym z gildii ,ale bardzo tego pragnął by Natsu widział jak wszyscy rozpaczając po jego śmierci. Chciał by zobaczył jaki oni czują ból i żeby uświadomił sobie że on, Gray czuł to samo. Tak, śmierc. Tylko to mu pozostało.
One-Shot GrayxNatsu cz 2
Erza była wściekła. Wśiekła na maksa. Gray...On był taki bezszczelny ! Czerwonowłosej wydawało się że mówił prawdę , był taki szczery ale nie chciała w to wierzyc. Nigdy nie uwierzy w to że Gray nie chce już się z nimi przyjaźnic. A przecież znali się tyle lat. Co go na padło ? O co mu chodzi ? Pytała się wszystkich w gildi czy coś się stało że Gray był taki niemiły, jednak nikt nic nie wiedział, nawet Natsu. Nie może tego tak zostawic. Musi z nim porozmawiac.
***
Natsu siedział u siebie w mieszkaniu , oglądając widok za oknem. Nie miał nic innego do roboty , jak tylko myślec nad życiem. Biedny Gray. W gildii, on był taki... Zimny jakby wyparowały z niego wszystkie uczucia. I jeszcze ten wzrok który tylko Natsu mógł zauważyc. Wzrok który miał w sobie tyle smutku a za razem tyle gniewu. Dlaczego Gray nie rozumie tego że Natsu go nie kocha ? Przecież do miłości nie da się kogoś zmusic ! Ale... W sumie chłopak nie wiedział czy coś czuje do maga lodu. Lubił go jako przyjaciela, lecz w sumie niekiedy wyobrażał sobie ich jako parę. Nie wstydził by się tego tylko jakoś nie mógł wbic sobie do głowy swoich uczuc.To było głupie według Natsu. Nie wiedział co myślec. Zupełne zgubił się w swoich uczuciach. Czyżby jego serce kochało Graya ? Mag ognia zdzwił się na tą myśl. Sam się zastanawiał czy mógłby byc z magiem lodu ? W sumie dla miłości nie jest ważna płec, pomyślał. Był zagubiony jednak czuł że przez ten cały czas od wyznania Graya, ukrywał swoje uczucia. Uświadomił sobie że go kocha. I że chce z nim byc. -Idiota z ciebie Natsu - powiedział sam do siebie.
***
Czarnowłosy siedział w kawiarni i popijał gorącą czekolade. Nie mieli mrożonej więc musiał zadowolic się tą, zresztą i tak miał to gdzieś. Patrzył na ludzi którzy wracali z zakupów, na wesołe biegające dzieci , na rozmawiające i plotkujące kobiety , na mężczyzn którzy wymieniali się zapewne najnowszymi nowinkami o narzęziach i na pary trzymające się za ręce. Na szczęśliwe i kochające się pary. Grayowi aż zrobiło się nie dobrze, tyle te pary miały w sobie miłości, że odczuwał to nawet tutaj siedząc i pijąc czekolade. Jednak dobrze wiedział że on nigdy nie zazna takiej miłości. Nie chciał jej nawet od dziewczyny. Po prostu zrozumiał że do końca życia będzie sam. Nawet mu to odpowiadało. Teraz wyruszy na misję. Najtrudniejszą jaką znalazł w gildii. Gildia... Tyle pięknych chwil łączyło go i z tym miejscem i z osobami którzy do niej należeli. I wtedy przypomniał sobie Natsu. Poczuł jak łzy cisną mu się do oczu. Nie . On nie może płakac, nie w tym miejscu gdzie jest pełno ludzi. Ale...Gray już nie mógł. Z trudem powstrzymując "słony deszcz" wstał od stolika i zostawił pieniądze. Pobiegł w najbliższą ciemną alejkę i ... Rozkleił się. Osunął się na ścianie i płakał trzymając jedną rękę przy twarzy. Tak bardzo maskował ból w swoim sercu że w końcu wybuchł i musiał płakac.
-Natsu...Natsu dlaczego - wydusił przez łzy.
-Przecież ja cię kocham...Natsu- tym razem aż chciało mu się krzyczec, ale starał się opanowac. Płakał za to bardziej rzewnie i opadał z sił. Już nie mógł. Nie chciał czuc tego bólu, to za dużo jak dla niego. Chciał...Chciał umrzec.
***
-Ludzie ! Octavia znowu atakuje ! Niedługo dojdzie do nas ! Musimy ją powstrzymac!- krzyczał Makarov do swojej gildii.
-Wyznaczyłem już magów którzy pójdą i skopią tyłek tym idiotą ! - dodał i palcem zaczął wskazywac po koleji na wybranych ludzi.
-Erza ! Natsu ! Mam nadzieję że załatwice sprawę ! Jesteście silni i liczę na was ! -dodał i zszedł z drewnianego stołu. Usiadł przy barze i zaczął pic piwo. Nie chciał posyłac Wendy zresztą i tak jej nie było. Razem z Lucy wybrała się do Wodnego Parku na kilka dni odpoczynku, przy okazji z misją podszkolenia swoich umiejętności. Blondynka zabrała ze sobą także Carle i Happy'ego. Posłał by także Gajeela czy Laxusa jednak ich również nie było. Wszyscy nagle chcieli wypoczywac i Makarov pozwalał im na to. Mieli ciężki rok pełen walki z czarnymi gildiami. Kiedy rozejrzał się wkoło Erzy i Natsu już nie było. Pewnie wyruszyli na misje.
***
-To gdzie się kierujemy? -zapytał Natsu stojąc koło magini która bacznie przyglądała się mapie.
-Hmm. Myślę że powinniśmy najpierw zacząc szykac tutaj-wskazała małą wieś z napisem "Ichigo".
-Dlaczego ktoś nazywa miasto truskawka?-zdziwił się mag ognia.
-Idioto! Po pierwsze to nie miasto tylko wieś a po drugie jakbyś nie wiedział Ichigo słynie z tego że mają tam mnóstwo truskawek- odparła zniecierpliwiona Erza.
-Aaaaa - Natsu pojął o co chodzi.
-Tak więc przeszukamy najpierw tą wieś. Może mieszkańcy wiedząc coś o miejscu gdzie znajduje się gildia Octavia. Ostatnio zniszczyli właśnie Ichigo. Dranie- ostatnie słowo Erza powiedział przez zaciśnięte zęby.
- No cóż wskakuj do pociągu mamy kilka godzin drogi- dodała magini na co Natsu zrobił wielkie oczy.
-Że jak ? Nikt mi nie mówił że pojedziemy piciągiem ! Erza !- jęczął mag
-Nie przesadzaj !- Czerwonowłosa szybkim ruchem dała przyjacielowi cios w brzuch, przez co stracił przytomnośc a ona wzięła go na ramię i ruszyła w stronę stacji kolejowej.
***
Gray przeczytał jeszcze raz kartkę z misją. Wynikało z niej że pewna gildia Octavia dręczy pobliskie małe miasto i wśie rabując je niszcząc i czasami zabijając mieszkańców. Ludzie bali się ich i twierdzili że są bardzo silni , wręcz straszni. Dla Graya było to jak wybawienie. Zmierzy się z nimi i może dozna jakiegoś urazu prze który nie będzie czuł TEGO bólu przez najbliższe dni. Hmm... A może nawet zginie ? Według maga lodu było to najlepsze rozwiązanie. Tylko czy aby napewno tego chce ?
^_^ Dawno nie było One-Shota więc powraca kolejna częśc. Wiem że dużo się w niej nie działo i że za długa nie było ale jakoś tak wyszło. ^.^ Czuję że trochę poplątałam w końcu najpierw Natsu nie kocha Gray a teraz czuje że jednak tak i że chce z nim byc. Ale no cóż , ja się uczę na błędach. Dopiero zaczynam pisac One-Shoty więc nie mogę od siebie wymagac że idealnie mi on wyjdzie. No ale cóż dosyc użalania się nad sobą. Myślę jednak że się podobało i raczej kolejnej ( przypuszczam ostatniej części) możecie spodziewac się za tydzień gdyż tylko w weekendy mam więcej czasu ^_^ Przepraszam za błędy.
Flap'S
piątek, 27 września 2013
14. Świat w płomieniach - rozdział 4
4.
Co mam zrobic ? Myślał gorączkowo Russel .
-Hej ! Pośpiesz się ty durniu ! Ten dom jest w dobrym stanie ! Może coś znajdziemy ! Wiesz jaki szef był wściekły kiedy okazało się że kończą nam się zapasy?! Więc rusz swoją dupe i bierz się do roboty !! -krzyknął męski głos, stanowczo i groźnie .
-Ja przeszukuje ten dom i ten! - krzyknął inny mężczyzna.
Russel poczuł jak ciarki przeszły mu po plecach. Znajdą go . Napewno. Znajdą i zabiją. I zjedzą ! Nie ! Nie pozwoli tak się poniżyc ! Nie pozwoli by jacyś Czerwoni zjedli jego ciało !
Musi coś wymyślic? Tylko co ? Ostrożnie podszedł do okna i wyjrzał prze nie. Zobaczył terenowy samochód i chyba z 7 Czerwonych , którzy teraz rozchodzili się w wyznaczonych kierunkach. Wszyscy mieli ciężkie bronie które raz dwa mogły by skróci życie Russela. Już słyszał ich na schodach. Albo mu się zdawało ? Był tak przerażony że nie wiedział który dzwięk pochodzi od Czerwonych a który robi on sam. Nagle wpadł na pewien pomysł. Zauważył że po drugiej stronie budynku znajduje się rynna a pod nią spora ilośc krzaków. Okno powinno byc otwarte a rynna znajduje się po tej stronie gdzie Czerwoni go nie zauważą. Chyba. Jeśli będzie się dobrze skradał i zachowa spokój i opanowanie, powinnien ucziec lub ukryc się gdzieś i poczekac aż ci dranie sobie pojadą. Terzaz musiał działac szybko.
***
Russel powoli i strożnie schodził z rynny. Kiedy biegł do okna omal nie przewrócił się prze dywan którego nie zauważył. Dom znajdował się w okręgu innych domów. Chłopiec miał szczęście że dom Mika był położony na samym śroku tego okręgu tak że Czerwoni nie mieli prawa zobaczyc jak ucieka. Dodatkowym plusem było to że nieopodal znajdował się mały lasek w którym Russel mógł się ukryc. Teraz schował się w krzakach. Kilkanaśie metrów dzieliło go od Czerwonych. Gdyby teraz się im ukazał na bank został by bez wachania rozszczelany. Trzech mężczyzn wróciło z obchodu trzymając w rękach średnie worki. Nie wydawały się bardzo wypełnione chociaż... Kiedy chłopiec patrzył na ich miny zrozumiał że się mylił. Worki były napełnione po same brzegi gdyż nawet dowódca się ucieszył.
-No świetnie chłopacy ! -usłyszał chłopiec. Kiedy nagel za drzewa zauważył... Czerwonego. Szedł prosto na Russela. Chwila moment i go zauważy. Chłopiec automatycznie schylił się tak że prawie leżał na ziemi. Brudnej ziemi. Pełnej papierków liści i Bóg wie czego. Może go nie zauważy ? Russel miał taką nadzieję .
-Ej młody ! Wstawaj miernoto , do ciebie mówię - krzyknął mu ktoś nad uchem. Cholera ! To był Czerwony !!! Śmiał się prosto w twarz chłopca. Był młody , chyba 20-latek. Trzymał w ręku kij bejsbolowy. Russel bał się że może nim oberwac, dlatego posłusznie wstał i trzęsąc się zaczął mówic:
-Proszę oszczędźcie, m-mnie j-ja nie c-che umiera-c-c.
-Weź mi tu nie jęcz. O tym czy cię zabijemy zadecyduje szef. -odparł Czerwony.
-Dalej rusz tyłek, młody i idź grzecznie za mną albo dostaniesz z kija. Zrozumiano !- Russel chciał się gdzieś schowac, kiedy mężczyzna groźnie podniółs głos.
-Rozumiem.
Czerwony zaprowadził go do reszty. Ludzie patrzyli na niego jakby widzieli dziecko po raz pierwszy w życiu.
- Ben , znalazłem go w krzakach.-powiedział mężczyna do Boba, osoby o kilku bliznach jednej na policzku drugiej na szyi a trzeciej na ramieniu.
-Witaj mały. -zaczął ochrypłym głosem.
-Jak tam się trzymasz ? Ha a może chcesz do nas dołączyc-facet walił prosto z mostu.
-Mam złe wspomnienia z Czerwonymi-odpowiedział niepewnie. Teraz tego żałował. Może zginąc za taką zuchwałośc. Bob się zaśmiał. Po chwili wszyscy mężczyźni się śmiali. Kiedy Bob zaczął mówic , przestali.
-Zapewne to nie byliśmy my. Któryś z nas pamiętał by takiego malucha. Jak ty sobie poradziłeś na takim pustkowiu?
-Mam swoje sposoby. Umiem walczyc i zabijac. -odparł z lekką pewnością siebie
-O? Czyżby ? Taki maluch ? A co ty jesteś sam ? Ile ty masz lat ?
-Nie jestem maluchem proszę pana, jeśli przyjdzie co do czego potrafię zabic z zimną krwią. Jestem sam, rodzice zginęli kiedy nastała katastrofa. Mam 14 lat, proszę pana- Russel używał zwrotu grzecznosiowego by zdobyc trochę poszanowania i zaufania u Czerwonych.
-Hahaha ale ty jesteś pewny siebie. No cóż, skoro cię znaleźliśmy to zabierzemy cię do szefa. Zaobaczymy co będzie chciał z tobą zrobic-dodał Bob i podszedł do jeepa. Russel się zdziwił
-Czyli pan nie jest szefem ?
-Hahah, ja ? No co ty , nie jestem taki dobry jak nasz szef, mały. Wskakuj. A i mów mi Bob. - mężczyzna wydawał się miły jednak Russ ograniczył swoje zaufanie i nie pewnie wsiadł na miejsce pasażera z przodu koło Boba. Za nimi stało jeszcze kilka jeepów. Wszyscy wsiedli do nich i ruszyli . Jechali drogą z starym asfaltem , niczym orszak lub pociąg, podskakując na dziurach.
-A tak w ogóle jak masz na imię, mały ?-spytał Bob.
-Russel, prosz...Bob - odparł chłopiec .
-Niezłe imię. Podoba mi się- uśmiechnął się mężczyzna ukazując zęby które o dziwo były w dobrym stanie. Russel , chociaż niepewnie odwzajemnił uśmiech. Może Czerwoni wcali nie są tacy źli, pomyślał.
Przepraszam za błędy :)
Flap'S
Co mam zrobic ? Myślał gorączkowo Russel .
-Hej ! Pośpiesz się ty durniu ! Ten dom jest w dobrym stanie ! Może coś znajdziemy ! Wiesz jaki szef był wściekły kiedy okazało się że kończą nam się zapasy?! Więc rusz swoją dupe i bierz się do roboty !! -krzyknął męski głos, stanowczo i groźnie .
-Ja przeszukuje ten dom i ten! - krzyknął inny mężczyzna.
Russel poczuł jak ciarki przeszły mu po plecach. Znajdą go . Napewno. Znajdą i zabiją. I zjedzą ! Nie ! Nie pozwoli tak się poniżyc ! Nie pozwoli by jacyś Czerwoni zjedli jego ciało !
Musi coś wymyślic? Tylko co ? Ostrożnie podszedł do okna i wyjrzał prze nie. Zobaczył terenowy samochód i chyba z 7 Czerwonych , którzy teraz rozchodzili się w wyznaczonych kierunkach. Wszyscy mieli ciężkie bronie które raz dwa mogły by skróci życie Russela. Już słyszał ich na schodach. Albo mu się zdawało ? Był tak przerażony że nie wiedział który dzwięk pochodzi od Czerwonych a który robi on sam. Nagle wpadł na pewien pomysł. Zauważył że po drugiej stronie budynku znajduje się rynna a pod nią spora ilośc krzaków. Okno powinno byc otwarte a rynna znajduje się po tej stronie gdzie Czerwoni go nie zauważą. Chyba. Jeśli będzie się dobrze skradał i zachowa spokój i opanowanie, powinnien ucziec lub ukryc się gdzieś i poczekac aż ci dranie sobie pojadą. Terzaz musiał działac szybko.
***
Russel powoli i strożnie schodził z rynny. Kiedy biegł do okna omal nie przewrócił się prze dywan którego nie zauważył. Dom znajdował się w okręgu innych domów. Chłopiec miał szczęście że dom Mika był położony na samym śroku tego okręgu tak że Czerwoni nie mieli prawa zobaczyc jak ucieka. Dodatkowym plusem było to że nieopodal znajdował się mały lasek w którym Russel mógł się ukryc. Teraz schował się w krzakach. Kilkanaśie metrów dzieliło go od Czerwonych. Gdyby teraz się im ukazał na bank został by bez wachania rozszczelany. Trzech mężczyzn wróciło z obchodu trzymając w rękach średnie worki. Nie wydawały się bardzo wypełnione chociaż... Kiedy chłopiec patrzył na ich miny zrozumiał że się mylił. Worki były napełnione po same brzegi gdyż nawet dowódca się ucieszył.
-No świetnie chłopacy ! -usłyszał chłopiec. Kiedy nagel za drzewa zauważył... Czerwonego. Szedł prosto na Russela. Chwila moment i go zauważy. Chłopiec automatycznie schylił się tak że prawie leżał na ziemi. Brudnej ziemi. Pełnej papierków liści i Bóg wie czego. Może go nie zauważy ? Russel miał taką nadzieję .
-Ej młody ! Wstawaj miernoto , do ciebie mówię - krzyknął mu ktoś nad uchem. Cholera ! To był Czerwony !!! Śmiał się prosto w twarz chłopca. Był młody , chyba 20-latek. Trzymał w ręku kij bejsbolowy. Russel bał się że może nim oberwac, dlatego posłusznie wstał i trzęsąc się zaczął mówic:
-Proszę oszczędźcie, m-mnie j-ja nie c-che umiera-c-c.
-Weź mi tu nie jęcz. O tym czy cię zabijemy zadecyduje szef. -odparł Czerwony.
-Dalej rusz tyłek, młody i idź grzecznie za mną albo dostaniesz z kija. Zrozumiano !- Russel chciał się gdzieś schowac, kiedy mężczyzna groźnie podniółs głos.
-Rozumiem.
Czerwony zaprowadził go do reszty. Ludzie patrzyli na niego jakby widzieli dziecko po raz pierwszy w życiu.
- Ben , znalazłem go w krzakach.-powiedział mężczyna do Boba, osoby o kilku bliznach jednej na policzku drugiej na szyi a trzeciej na ramieniu.
-Witaj mały. -zaczął ochrypłym głosem.
-Jak tam się trzymasz ? Ha a może chcesz do nas dołączyc-facet walił prosto z mostu.
-Mam złe wspomnienia z Czerwonymi-odpowiedział niepewnie. Teraz tego żałował. Może zginąc za taką zuchwałośc. Bob się zaśmiał. Po chwili wszyscy mężczyźni się śmiali. Kiedy Bob zaczął mówic , przestali.
-Zapewne to nie byliśmy my. Któryś z nas pamiętał by takiego malucha. Jak ty sobie poradziłeś na takim pustkowiu?
-Mam swoje sposoby. Umiem walczyc i zabijac. -odparł z lekką pewnością siebie
-O? Czyżby ? Taki maluch ? A co ty jesteś sam ? Ile ty masz lat ?
-Nie jestem maluchem proszę pana, jeśli przyjdzie co do czego potrafię zabic z zimną krwią. Jestem sam, rodzice zginęli kiedy nastała katastrofa. Mam 14 lat, proszę pana- Russel używał zwrotu grzecznosiowego by zdobyc trochę poszanowania i zaufania u Czerwonych.
-Hahaha ale ty jesteś pewny siebie. No cóż, skoro cię znaleźliśmy to zabierzemy cię do szefa. Zaobaczymy co będzie chciał z tobą zrobic-dodał Bob i podszedł do jeepa. Russel się zdziwił
-Czyli pan nie jest szefem ?
-Hahah, ja ? No co ty , nie jestem taki dobry jak nasz szef, mały. Wskakuj. A i mów mi Bob. - mężczyzna wydawał się miły jednak Russ ograniczył swoje zaufanie i nie pewnie wsiadł na miejsce pasażera z przodu koło Boba. Za nimi stało jeszcze kilka jeepów. Wszyscy wsiedli do nich i ruszyli . Jechali drogą z starym asfaltem , niczym orszak lub pociąg, podskakując na dziurach.
-A tak w ogóle jak masz na imię, mały ?-spytał Bob.
-Russel, prosz...Bob - odparł chłopiec .
-Niezłe imię. Podoba mi się- uśmiechnął się mężczyzna ukazując zęby które o dziwo były w dobrym stanie. Russel , chociaż niepewnie odwzajemnił uśmiech. Może Czerwoni wcali nie są tacy źli, pomyślał.
Przepraszam za błędy :)
Flap'S
13.Świat w płomieniach - rozdział 3
3.
Russell wstał przeciągając się. Kiedy spojrzał w okno zauważył że jest juz południe. Jak długo spał? Czyzby wygodne łóźko aż tak na niego działało? W sumie już prawie od tygodnia nie spał na miękkim materacu. Zjadł dwa batoniki wypił kilka łyków wody i sprawdził czy kanapki jakie zabrał są w dobrym stanie. Cud! Były świeże! Ale jakim sposobem? Musiały długo tam leżec a katastroa powinna je zniszczyc, a jesli nie ona to czas. Wziął pierwszy kęs i stwierdził że kanapki są nadal smaczne. Pamiętnik Mika leżał na podłodze. Russell musiał więc z nim spac a potem go strącic. Kiedy ogladał pamiętnik zauważył że kartka którą znalazł na kanapie jest pierwszą stroną. Mike mógł więc go pisac już dawno i reszta stron gdzieś się zgubiła lub sam je wyrwał albo po prostu zaczął od tak pisac ten pamiętnik. Russell ułożył się wygodnie i przeczytał kilka stron:
21.04.2013
" Czy oni są niepoważni ? Nie odzywają się do siebie od tamtej kłótni. Tata albo czyta gazetę albo ogląda telewizje a mama najczęsciej sprząta. A ja muszę przechodzic koło nich tak jakbym był niwidzialny. To okropieństwo!! Co oni sobie myślą ? Że ja nie mam uczuc ?!
Nie myślałem że Mike miał takie życie,pomyślał Russell. Że było mu aż tak ciężko.
22.04.2013
" Mama pierwsza wyciągnęła ręke na zgode. Widac że już nie mogła tego wytrzymac. I dobrze . Przynajmniej znowu mnie zauważają.
I wtedy Russell to zauważył. Dobrze pamiętał dzień katastrofy. Siedział w kuchni i czytał komiks kiedy telewizor się wyłączył. Wszystko zaczęło się trząśc. Mama zaczęła histeryzowac ale to tata pierwszy wpadł na to że trzeba się gdzieś schronic. Pewnie myślał że to zywkłe trzęsienie ziemi. Ale ani rodzina Russella ani on sam nie wiedzieli że to coś więcej. Przechodził koło okna i spojrzał w okno i zobaczył… Jakby wszystkie chmury zebrały się w jedno i runęły na ziemie. I rozszalałe pędziły w prost na dom Russella. Później nie pamiętał już nic. Rodziców nie było . Gdzieś zniknęli. A kiedy wyszedł na zewnątrz najpierw oślepił go blask a późnije zobaczył pustkowie. Wychodził z tego co kiedyś było jego domem. Wszystko runęło. Nie było żadnej żywej duszy.
A teraz czytał ten pamiętnik. Widział że kolejny wpis moze zawierac jakieś informacje o katastroei. Przeceiż było to 23.04.2013 roku.
23.04.2013.
" Tata krzyczy. Mama krzyczy. Ja siedzę w pokoju i pisze. Ojciec mówi coś o katastrofie że trzba się z tąd wyności. Jakiej katastrofie ? NIc o tym nie mówią w wiadomościach. Mama posłuchała. Wchodzi po schodach i krzyczy do mnie że za 5 minut mam byc spakowany. Sama idzie do sypialni i słyszę jak wyciąga walizke. Co się dzieje?
I to był koniec. Chłopak pewnie nie zabrał pamiętnika. Russell dowiedział się tylko że tata chłopca wiedział co ma się stac i chciał ratowac rodzine. Ciekawe co stało się pozniej, myslał chłopiec. Jeszcze raz przejżał pamętnik i po chwili zauważył jakieś bazgroły z tyłu.
" Etażerka. Druga szuflada"
Russell nie czekając pobiegł do sypialni i przejrzał ocalałą etażerkę. Druga szuflada. Tam coś jest. Znalazł. Kolejny zeszyt. Tym razem stary i badziej zniszczony. Katki były pożółke. Pierwsza strona nie zawierała żadnej informacji. Dopiero póżniej chłopiec zrozumiał że to kolejny pamiętnik Mika. Zaczął czytac:
27.04.2013.
" Katastroa. Świat już nie istnieje. Wszystko zniszczone. Mama i tata nie żyją. Lecieliśmy samolotem kiedy to się zaczęło. Dziekuję Bogu że żyję. Jestem sam ale chyba dam radę. Miałem zapsowy zeszyt i długopis. Nie wiem jak dalego jestem od domu. Wątpię czy w ogóle on jeszcze istnieje. Musze znaleźc jedzenie i picie albo umrę.
28.04.2013.
"Znalazłem jakiś ludzi. Mówią ze mi pomogą. Ze maja jedzenie schron i picie. Nie wiem czy mam im ufac.
Nagle Russell usłyszął krzyki. Od razu je rozpoznał. Czerwoni.
To jest ostatni napisany prze zemnie rozdział ale na TUMBLRZE :) Więc przypuszczam że niedługo pojawi się kolejny :)
Flap'S
Russell wstał przeciągając się. Kiedy spojrzał w okno zauważył że jest juz południe. Jak długo spał? Czyzby wygodne łóźko aż tak na niego działało? W sumie już prawie od tygodnia nie spał na miękkim materacu. Zjadł dwa batoniki wypił kilka łyków wody i sprawdził czy kanapki jakie zabrał są w dobrym stanie. Cud! Były świeże! Ale jakim sposobem? Musiały długo tam leżec a katastroa powinna je zniszczyc, a jesli nie ona to czas. Wziął pierwszy kęs i stwierdził że kanapki są nadal smaczne. Pamiętnik Mika leżał na podłodze. Russell musiał więc z nim spac a potem go strącic. Kiedy ogladał pamiętnik zauważył że kartka którą znalazł na kanapie jest pierwszą stroną. Mike mógł więc go pisac już dawno i reszta stron gdzieś się zgubiła lub sam je wyrwał albo po prostu zaczął od tak pisac ten pamiętnik. Russell ułożył się wygodnie i przeczytał kilka stron:
21.04.2013
" Czy oni są niepoważni ? Nie odzywają się do siebie od tamtej kłótni. Tata albo czyta gazetę albo ogląda telewizje a mama najczęsciej sprząta. A ja muszę przechodzic koło nich tak jakbym był niwidzialny. To okropieństwo!! Co oni sobie myślą ? Że ja nie mam uczuc ?!
Nie myślałem że Mike miał takie życie,pomyślał Russell. Że było mu aż tak ciężko.
22.04.2013
" Mama pierwsza wyciągnęła ręke na zgode. Widac że już nie mogła tego wytrzymac. I dobrze . Przynajmniej znowu mnie zauważają.
I wtedy Russell to zauważył. Dobrze pamiętał dzień katastrofy. Siedział w kuchni i czytał komiks kiedy telewizor się wyłączył. Wszystko zaczęło się trząśc. Mama zaczęła histeryzowac ale to tata pierwszy wpadł na to że trzeba się gdzieś schronic. Pewnie myślał że to zywkłe trzęsienie ziemi. Ale ani rodzina Russella ani on sam nie wiedzieli że to coś więcej. Przechodził koło okna i spojrzał w okno i zobaczył… Jakby wszystkie chmury zebrały się w jedno i runęły na ziemie. I rozszalałe pędziły w prost na dom Russella. Później nie pamiętał już nic. Rodziców nie było . Gdzieś zniknęli. A kiedy wyszedł na zewnątrz najpierw oślepił go blask a późnije zobaczył pustkowie. Wychodził z tego co kiedyś było jego domem. Wszystko runęło. Nie było żadnej żywej duszy.
A teraz czytał ten pamiętnik. Widział że kolejny wpis moze zawierac jakieś informacje o katastroei. Przeceiż było to 23.04.2013 roku.
23.04.2013.
" Tata krzyczy. Mama krzyczy. Ja siedzę w pokoju i pisze. Ojciec mówi coś o katastrofie że trzba się z tąd wyności. Jakiej katastrofie ? NIc o tym nie mówią w wiadomościach. Mama posłuchała. Wchodzi po schodach i krzyczy do mnie że za 5 minut mam byc spakowany. Sama idzie do sypialni i słyszę jak wyciąga walizke. Co się dzieje?
I to był koniec. Chłopak pewnie nie zabrał pamiętnika. Russell dowiedział się tylko że tata chłopca wiedział co ma się stac i chciał ratowac rodzine. Ciekawe co stało się pozniej, myslał chłopiec. Jeszcze raz przejżał pamętnik i po chwili zauważył jakieś bazgroły z tyłu.
" Etażerka. Druga szuflada"
Russell nie czekając pobiegł do sypialni i przejrzał ocalałą etażerkę. Druga szuflada. Tam coś jest. Znalazł. Kolejny zeszyt. Tym razem stary i badziej zniszczony. Katki były pożółke. Pierwsza strona nie zawierała żadnej informacji. Dopiero póżniej chłopiec zrozumiał że to kolejny pamiętnik Mika. Zaczął czytac:
27.04.2013.
" Katastroa. Świat już nie istnieje. Wszystko zniszczone. Mama i tata nie żyją. Lecieliśmy samolotem kiedy to się zaczęło. Dziekuję Bogu że żyję. Jestem sam ale chyba dam radę. Miałem zapsowy zeszyt i długopis. Nie wiem jak dalego jestem od domu. Wątpię czy w ogóle on jeszcze istnieje. Musze znaleźc jedzenie i picie albo umrę.
28.04.2013.
"Znalazłem jakiś ludzi. Mówią ze mi pomogą. Ze maja jedzenie schron i picie. Nie wiem czy mam im ufac.
Nagle Russell usłyszął krzyki. Od razu je rozpoznał. Czerwoni.
To jest ostatni napisany prze zemnie rozdział ale na TUMBLRZE :) Więc przypuszczam że niedługo pojawi się kolejny :)
Flap'S
12.Świat w płomieniach - rozdział 2
2.
Po tym jak Russell pochował kobiete i dziecko ruszył w stronę końca tego pustkowia. Z jego obliczen wynikało że z Cambrich - jego rodzinnego miasta- do ocalałych i do schronu trzeba iśc tydzien i jeden dzien. On szedł dopiero 3 dni. Zostawił za sobą dom który był bezpieczny , rodzinę która go kochała, przyjaciół z którymi spędzał czas. Terazz jest sam. I musi przeżyc. Zrobi to dla nich wszystkich. Przypomniał sobie jedno wspomnienie. Był z mamą i tatą i jego bratem Chesterem nad morzem. Miał wtedy 8 lat a Chester 16. Pamiętał jak bawił sie w piasku, budował zamki i jak tata uczył go pływac. Jak ścigał się z bratem po piaszczystej plaży i jak potem znalazł w krzakach małego kotka i chciał go zatrzymac, ale rodzice się nie zgodzili i później był niezadowolony przez resztę dnia. Były wtedy wakacje i rodzice zabrali go do wesołego miasteczka. Jechał samochodzikami , wsiadł nawet na Młyńskie Koło. Pamiętał ich uśmiechy , uśmiech Chestera. Russell spochmurniał. Jego brat. Kiedy stał się dorosły pokłócił się z rodzicami i wyjechał w nieznane. Od tamtego dnia Russell go nie widział. Nawet nie był pewien czy brat przeżył. Czy nic mu nie jest. Ale wierzył że kiedy dojdzie do Miasta Ocalałych spotka tam Chestera. I znowu on się do niego uśmiechnie.
***
Russell stanął przed tablica z nazwą miasta która byłą przekreślona. Dotarł do końca tych zniszczonych ruin . Nawet nie odczytał nazwy bo litery zasłaniał kurz i brud a niektórych w ogóle nie było. Nie wiedział też jak daleko od tego miasta do kolejnego , jest daleko. A co jeśli nie znjdzie schronienia? Według jego zegarka była godzina 17 więc zwątpił że po drodze bedzie jakieś miejsce do spania. Jakieś schronienie. Postanowił zostac tutaj. Idąc prze opustoszałe zniszczone chodniki natrafił na jeden z domów jednorodzinnych które czas i katastrofa pozbawiły drzwi. Wszedł niepewnie. Nigdy nie wiadomo co czai sie w opuszczonych domach. Stanął nasłuchując. Nie usłyszał jednka żadnych podejrzanych dźwięków. Upadli charczeli a Czerwoni krzyczeli rozkazując. Spojrzał w lewo i dostrzegł kanapę. Pożółką ale nadal w dobrym stanie . Kiedy Russell bardziej się jej przyjżał zobaczył że na kanapie leży jakiś papier. Dobrze że nie zapomniałem jak czytac, pomyślał chłopiec uśmiechając się lekko. Zdjął plecak i położył na podłodze po czym wziął w ręce papier. Rogi kartki były podarte , pismo lekko wyblakłe. A było tam napisane:
20.04.2013.
"Rodzice nadal się kłócą. Tata mówi że pan Hopkins karze mu zostac w pracy po godzinach a mama mówi że on nie poświęca czasu rodzinie. Że ciągle siedzi w pracy że praca jest ważniejsza niż ona i ja. Nie rozumiem. Tata musi pracowac byśmy mieli co jeśc. Chociaz… Wczoraj mi obiecał że zobaczy jak gram w dzisiejszy mecz. Że przyjdzie. Ale już dawno po meczu. Oczywiście wygraliśmy ale nie było tam jego. NIe kibicował mi. Nie krzyczał : " Uda ci się Mike! Wygracie". Co z niego za ojciec? Wcale nie czuję by był moją rodziną."
Russell zrozumiał że byłą to kartka z czyjegoś pamiętnika. A dokładnie z pamiętnika jakiegoś Mika. Ktróy miał rodzinne problemy bo ojciec całymi dniami przesiadywał w pracy. Russell trochę go rozumiał. Wiedział jak musiał się czuc. Miał przyjaciela, Liama, który miał identyczny problem. JEgo rodzice ciągle się kłócili i nie poświęcali mu czasu. Jego mama w końcu nie mogła tego znieśc i rozwiodła się z tatą Liama. Sąd przyznał opiekę nad Liamem jego mamie . Raz opowiedział mi jak mama znalazła sobie nowego faceta. Że był łysy umięśniony i strasznie okropny dla niego. Bił go i znęcał się nad nim. Moja mama próbowała przemówic pani Leggins do rozumu kiedy to Liam chciał się schronic u nas ze strachu przed facetem mamy. Jednak pani Mira była niewzruszona. Aż pewnego dnia Liam powiedział mi że wyjeżdzają z kraju do Australli i że prawdopodobnie już tu nie wrócą. Russell pamiętał jak strasznie rozpaczał. Liam był jego przyjacielem . A teraz pewnie już nie żyje. Chłopak potrząsnął głową. Nie powinien myślec o śmierci przyjaciela. Usiadł na kanapie i zjadł trrochę chleba. W sklepie z zabawkami gdzie znalazł strzelbe znalazł też kilka batoników 2 butelki wody i 3 kanapki. Jeszcze nie sprawdzał czy są w dobrym stanie. Spodziewał się jednak tego że będa spleśniałe albo jeszcze gorzej. Pomyślał że mógłby poszukac pamiętnika tego Mika. Miałby jakieś zajęcie. W końcu powinien tu byc, to jego dom. To BYŁ jego dom. Może poznał by dalszy ciąg jego histori. Może on też gdzieś wyjechał tak jak Liam . Może jego rodzice tez się rozwiedli. Russel wstał i nie mogąc dłużej czekac wszedł po schodach ostrożnie stawiając każdy krok , by upewnic się że stopien sie nie zawali. Przeszedł w między czasie przez brązową kuchnie i znalazł jeszcze kilka paczek herbatników. SZczelnie zakrytych tak jakby ten ktoś kto je chował miał po nie wrócic. Keidy wszedł na pierwsze piętro zobaczył ze wszystkie drzwi są wywarzone. Może w tym domu miało miejsce włamanie? Wszedł do pierwszego pokoju i po kilku minutach obserwcji zrozumiał że było to sypialnia rodziców Mika. Kolejnym pomieszczeniem była łazienka brudna i szara. W końcy Russel trafił w pokój chłopca. Na ścianie wisiały zniszczone i podarte plakaty piłkarzy, łóżko było po jego lewej stronie które wydawało się pościelone. Pod oknem stało biurko z przewróconym krzesłem bez jednej nogi. Na podłodze koło biurka leżała zepsuta lampa. Kiedy Russell spojrzał w prawo zobaczył półkę na ksiązki i jeszcze jedną jednak pustą. Przeszukując szafki natrafił się na kilka rysunków magazynów czy małych piłeczek. NIgdzie jednak nie znalazł pamiętnika. Russellowi wydawało się że przeszukał wszystko. Jednak zauważył że pod biurkiem leży plecak. Szybko go przeszukał znajdując kilka starych szkolnym książek i zeszytów. I kiedy nadzieja już go opuszczała , znalazł to czego szukał. Przekartkowywał czerwony zeszyt z czarną czaszką i na pierwszej stronie zobaczył napis” Pamiętnik”. Nareszcie znalazł. Chłopiec uśmiechnął się. Wtedy spojrzał na zegarek. Minęły już 3 godziny. Jak ten czas szybko leci, pomyślał chłopiec. POstanowił spac w pokoju Mika. Wydawał mu się lepszym wyborem na nocleg niż stara kanapa. Przeniósł plecak na góre i wygodnie ułożył się na łózku. Było w dobrym stanie. W między czasie zdjadł batonika i wypił kilka łyków wody. Musiał oszczędzac. Nie wiedział czy podrodze znajdzie coś jeszcze. Jutro przeczytam ten pamiętnik ,pomyślał chłopiec ziewając i zmęczony zapadł w sen .
Flap'S
Po tym jak Russell pochował kobiete i dziecko ruszył w stronę końca tego pustkowia. Z jego obliczen wynikało że z Cambrich - jego rodzinnego miasta- do ocalałych i do schronu trzeba iśc tydzien i jeden dzien. On szedł dopiero 3 dni. Zostawił za sobą dom który był bezpieczny , rodzinę która go kochała, przyjaciół z którymi spędzał czas. Terazz jest sam. I musi przeżyc. Zrobi to dla nich wszystkich. Przypomniał sobie jedno wspomnienie. Był z mamą i tatą i jego bratem Chesterem nad morzem. Miał wtedy 8 lat a Chester 16. Pamiętał jak bawił sie w piasku, budował zamki i jak tata uczył go pływac. Jak ścigał się z bratem po piaszczystej plaży i jak potem znalazł w krzakach małego kotka i chciał go zatrzymac, ale rodzice się nie zgodzili i później był niezadowolony przez resztę dnia. Były wtedy wakacje i rodzice zabrali go do wesołego miasteczka. Jechał samochodzikami , wsiadł nawet na Młyńskie Koło. Pamiętał ich uśmiechy , uśmiech Chestera. Russell spochmurniał. Jego brat. Kiedy stał się dorosły pokłócił się z rodzicami i wyjechał w nieznane. Od tamtego dnia Russell go nie widział. Nawet nie był pewien czy brat przeżył. Czy nic mu nie jest. Ale wierzył że kiedy dojdzie do Miasta Ocalałych spotka tam Chestera. I znowu on się do niego uśmiechnie.
***
Russell stanął przed tablica z nazwą miasta która byłą przekreślona. Dotarł do końca tych zniszczonych ruin . Nawet nie odczytał nazwy bo litery zasłaniał kurz i brud a niektórych w ogóle nie było. Nie wiedział też jak daleko od tego miasta do kolejnego , jest daleko. A co jeśli nie znjdzie schronienia? Według jego zegarka była godzina 17 więc zwątpił że po drodze bedzie jakieś miejsce do spania. Jakieś schronienie. Postanowił zostac tutaj. Idąc prze opustoszałe zniszczone chodniki natrafił na jeden z domów jednorodzinnych które czas i katastrofa pozbawiły drzwi. Wszedł niepewnie. Nigdy nie wiadomo co czai sie w opuszczonych domach. Stanął nasłuchując. Nie usłyszał jednka żadnych podejrzanych dźwięków. Upadli charczeli a Czerwoni krzyczeli rozkazując. Spojrzał w lewo i dostrzegł kanapę. Pożółką ale nadal w dobrym stanie . Kiedy Russell bardziej się jej przyjżał zobaczył że na kanapie leży jakiś papier. Dobrze że nie zapomniałem jak czytac, pomyślał chłopiec uśmiechając się lekko. Zdjął plecak i położył na podłodze po czym wziął w ręce papier. Rogi kartki były podarte , pismo lekko wyblakłe. A było tam napisane:
20.04.2013.
"Rodzice nadal się kłócą. Tata mówi że pan Hopkins karze mu zostac w pracy po godzinach a mama mówi że on nie poświęca czasu rodzinie. Że ciągle siedzi w pracy że praca jest ważniejsza niż ona i ja. Nie rozumiem. Tata musi pracowac byśmy mieli co jeśc. Chociaz… Wczoraj mi obiecał że zobaczy jak gram w dzisiejszy mecz. Że przyjdzie. Ale już dawno po meczu. Oczywiście wygraliśmy ale nie było tam jego. NIe kibicował mi. Nie krzyczał : " Uda ci się Mike! Wygracie". Co z niego za ojciec? Wcale nie czuję by był moją rodziną."
Russell zrozumiał że byłą to kartka z czyjegoś pamiętnika. A dokładnie z pamiętnika jakiegoś Mika. Ktróy miał rodzinne problemy bo ojciec całymi dniami przesiadywał w pracy. Russell trochę go rozumiał. Wiedział jak musiał się czuc. Miał przyjaciela, Liama, który miał identyczny problem. JEgo rodzice ciągle się kłócili i nie poświęcali mu czasu. Jego mama w końcu nie mogła tego znieśc i rozwiodła się z tatą Liama. Sąd przyznał opiekę nad Liamem jego mamie . Raz opowiedział mi jak mama znalazła sobie nowego faceta. Że był łysy umięśniony i strasznie okropny dla niego. Bił go i znęcał się nad nim. Moja mama próbowała przemówic pani Leggins do rozumu kiedy to Liam chciał się schronic u nas ze strachu przed facetem mamy. Jednak pani Mira była niewzruszona. Aż pewnego dnia Liam powiedział mi że wyjeżdzają z kraju do Australli i że prawdopodobnie już tu nie wrócą. Russell pamiętał jak strasznie rozpaczał. Liam był jego przyjacielem . A teraz pewnie już nie żyje. Chłopak potrząsnął głową. Nie powinien myślec o śmierci przyjaciela. Usiadł na kanapie i zjadł trrochę chleba. W sklepie z zabawkami gdzie znalazł strzelbe znalazł też kilka batoników 2 butelki wody i 3 kanapki. Jeszcze nie sprawdzał czy są w dobrym stanie. Spodziewał się jednak tego że będa spleśniałe albo jeszcze gorzej. Pomyślał że mógłby poszukac pamiętnika tego Mika. Miałby jakieś zajęcie. W końcu powinien tu byc, to jego dom. To BYŁ jego dom. Może poznał by dalszy ciąg jego histori. Może on też gdzieś wyjechał tak jak Liam . Może jego rodzice tez się rozwiedli. Russel wstał i nie mogąc dłużej czekac wszedł po schodach ostrożnie stawiając każdy krok , by upewnic się że stopien sie nie zawali. Przeszedł w między czasie przez brązową kuchnie i znalazł jeszcze kilka paczek herbatników. SZczelnie zakrytych tak jakby ten ktoś kto je chował miał po nie wrócic. Keidy wszedł na pierwsze piętro zobaczył ze wszystkie drzwi są wywarzone. Może w tym domu miało miejsce włamanie? Wszedł do pierwszego pokoju i po kilku minutach obserwcji zrozumiał że było to sypialnia rodziców Mika. Kolejnym pomieszczeniem była łazienka brudna i szara. W końcy Russel trafił w pokój chłopca. Na ścianie wisiały zniszczone i podarte plakaty piłkarzy, łóżko było po jego lewej stronie które wydawało się pościelone. Pod oknem stało biurko z przewróconym krzesłem bez jednej nogi. Na podłodze koło biurka leżała zepsuta lampa. Kiedy Russell spojrzał w prawo zobaczył półkę na ksiązki i jeszcze jedną jednak pustą. Przeszukując szafki natrafił się na kilka rysunków magazynów czy małych piłeczek. NIgdzie jednak nie znalazł pamiętnika. Russellowi wydawało się że przeszukał wszystko. Jednak zauważył że pod biurkiem leży plecak. Szybko go przeszukał znajdując kilka starych szkolnym książek i zeszytów. I kiedy nadzieja już go opuszczała , znalazł to czego szukał. Przekartkowywał czerwony zeszyt z czarną czaszką i na pierwszej stronie zobaczył napis” Pamiętnik”. Nareszcie znalazł. Chłopiec uśmiechnął się. Wtedy spojrzał na zegarek. Minęły już 3 godziny. Jak ten czas szybko leci, pomyślał chłopiec. POstanowił spac w pokoju Mika. Wydawał mu się lepszym wyborem na nocleg niż stara kanapa. Przeniósł plecak na góre i wygodnie ułożył się na łózku. Było w dobrym stanie. W między czasie zdjadł batonika i wypił kilka łyków wody. Musiał oszczędzac. Nie wiedział czy podrodze znajdzie coś jeszcze. Jutro przeczytam ten pamiętnik ,pomyślał chłopiec ziewając i zmęczony zapadł w sen .
Flap'S
11.Świat w płomieniach - rozdział 1
1.
Russell czekał kilka godzin zanim Czerwoni zniknęli z miasta. Wyjrzał przez okno rozgladając się ostroznie, jednak nie dojrzał żadnego światła. Włożył wodę i chleb do plecaka i zszedł po drabinie. ” Jedzenia starczy mi na 2 dni ale musze znaleźc więcej wody”,myslał chłopiec. Teraz najgorzej będzie odszukac picie. Włączył latarke i niepewnie ruszł przed siebie. Ruiny miasta ciągnęły się prawie kilometr jak zdążył już to zauważyc. W godzinę powinien to przejśc , ale co potem ? W biegu zgubił mapę a bez niej nie trafi do Miasta. A tylko tam jest bezpiecznie.
***
Russella obudziły krzyki i charczenie. Szybko się rozbudził spakował zniszczony śpiwór i bardzo cicho wyszedł z jednego z budynków gdzie znalazł schronienie. Krzyk znowu się powtórzył. Kobieta. Coś musiało się z nią dziac, pomyślał. Nie był pewien czy ma jej pomóc. Czy też pobiec omijając niebezpieczeństwo. Ale przypomniał sobie Liz i ruszyło go sumienie. Skradając się wyszedł na ulice. Nagle zobaczył Upadłego. Szybko się schował za jednym z budynków. Zauważył że jego okno jest otwarte. Wszeł przez nie a nastepnie do kolejnego by tam obserwowac Upadłego. Może za chwilę sobie pójdzie, pomyślał. Jednak to co zobaczył przeraziło go do szpiku kości. Znowu rozległ się krzyk. Tak pochodził z tej kobiety. Russell już wiedział dlaczego krzyczała. Upadły torturował ją. Szare stworzenie z długimi na 2 metry pazurami i ostrzymi jak brzytwa zębami żarło na oczach kobiety jej ręke. A ona nic nie mogła na to poradzic. Płakała i wrzeszczała jednak Upadły nie uwalniał jej z uścisku. W ocalałej prawej ręce trzymała pistolet ale sądząc po tym jak rozpaczliwie naciskała na spust, skończyła się jej amunicja. Tymczasem potwór skończył się żywic jej ręką. Ale Russell wiedział że to jeszcze nie koniec. Zniekształcona głowa zbliżała się powoli do kobiety. Z ust potwora kapała krew, która po chwili pobrudziła bluzkę ofiary. Chłopiec usłyszał tylko urywany przedśmiertny krzyk a potem kiedy wychylił się za parapetu , ujrzał makabryczny widok. Potwór trzymał martwą teraz kobiete w wielkiej łapie i żarł jej brzuch od srodka. Na ulice rozprysła się krew a wnetrzności ofiary wypływały z niej jak wymiociny. Jej szeroko otwarte oczy wpatrywały się pusto w niebo a ręka zwisała bezwładnie. Russell zacął cicho łkac. Wiedział do czego Upadli byli zdolni ale nigdy nie widział tego na własne oczy. Zawsze starał się je ominąc. A teraz kiedy ta biedna kobieta została tak brutalnie zabita był pewien że to okropne nie znające litości potwory zdolne tylko do zabijania. Miał nadziję zę uda mu się go minąc, ale jeśli będzie potrzeba poczeka aż sobie pójdzie.
-Mamo?- usłyszał nagle cichutki głosik. Upadły automatycznie spojrzał w stronę głosu i rzucił w prawo martwą kobiete. Pobiegł w jego stronę a Russell bezmyślnie kręcił głową.” Nie to niemożliwe!” ,krzyczał w myslach. ” Ta kobieta miało dziecko!”. Pewnie chciała zdobyc jedzenie ale natrafiła na Upadłego. Boże ! Nie!! Ten mały zostanie zabity tak jak ona!! Nie! Małe niewinne dziecko ! Russell juz postanowił. Uratuje to dziecko. Nie pozwoli by ten potwór zabił tez jego . Wziął plecak i cihco ruszył w stronę zkąd pochodził głos. Budynki były koło siebie więc Russell musiał tylko wyjśc przez jedno okno i wejśc przez drugie. Drugi budynek był sklepem z zabawkami. A przynajmniej tym co z niego zostało. Kilka zniszczonych wyblakłych pułek stało krzywo w sklepie. Na nich leżały zabawki, jednka chłopiec nie mógł nawet ich rozponac, bo tak były zniszczone i zepsute. Schował się za jedną z nich i rozglądnął sie po sklepie szukając Upadłego. “Jeśli to nie to miejsce gdzie jest mały , juz po nim” ,pomyślał Russell. -Nieee!!!-usłyszał słaby głosik. Bez wahania pobiegł w jego strone ale było juz za poźno . Upadły złamał mu obie ręce a teraz pożerał nogi . Mały miał nawet pistolet ale nie wiedział jak go używac. Widząc Russella zacżał do niego krzyczec ” Pomocy ” !! Ale on stał jak wryty. Co miał zrobic? I wtedy Upadły go zauważyl. Jego czerwone ślepia wpatrywały się w niego bezlitosnie dając uczucie strachu. Upadły zrobił coś na rodzaj uśmiechu a z zębów kapała mu krew. Nie widziec dlaczego Russel spojrzał w prawo i na blace lady zauważył strzelbe. Pewnie właściciel starał się bronic. Watpie by mu się udało, pomyślał szybko . Jeszcze raz spojrzał na Upadłego i nie wahając się uskoczył w prawo dopadł strzelby i w tępie błyskawicy strzelił w głowę Upadłego. Miał szczęscie strzalba była naładowana a on celnie trafił w potwora. Stworzenie padło a po podłodze rozlała się kałuża ciemnej krwi. Russell upuscił strzelbe i podbiegł do małego. A ten leżał oddychając cięzko . Chłopak spojrzał na noge i natychmiast odwrócił wzrok. Nóżka 5-letniego chłopca była rozszarpana na sztrzępy a krew lała się nieybłaganie. Russell ukucnął przed chłopcem i milaczął nie wiedząc co powiedziec. Chwile później chłopczyk odezwał się lamiącym głosem
-Gdzie moja mama ?
Z oczu Russella kapały łzy. Co miał mu powiedziec ?
-Twoja mamusia poszła do Nieba. Ty tez tam idziesz. Spotkasz się z nia -Chłopak z trudem się nie rozkleił. Tylko na to było go stac a śmierc chłopca była pewna
-To cieszę się.-W tej chwili chłopiec spojrzał w jego stronę-Dziękuję.
-Za co ?-spytał Russell
-Prubowałeś mnie uratowac. Dziękuje. Dzięku…-to były jego ostatnie słowa. Chłopiec wziął ostatni oddech i… Pożegnał się z tym światem.
***
Russel zakopał ciała kobiety i dziecka obok siebie i z drutów i kawałków drewna stworzył krzyż. Pomodlił się za ich duszę z trudem przypominając sobie słowa ” Ojcze Nasz”. Przeżegnał się i ruszył w swoim kierunku. Teraz miał dodatkową broń. W sklepie znalazł duzo amunicji i schował ją do plecaka. Przez plecy przewiesił strzelbę. Dzisiejszy świat jest okrutny, myślał chłopiec stawiając kolejne kroki. Nie ma w nim litości. Zabij albo sam zostań zabitym.
Tak :) Kolejny rozdział świata w płomieniach :) Sorka za błędy
Flap'S
Russell czekał kilka godzin zanim Czerwoni zniknęli z miasta. Wyjrzał przez okno rozgladając się ostroznie, jednak nie dojrzał żadnego światła. Włożył wodę i chleb do plecaka i zszedł po drabinie. ” Jedzenia starczy mi na 2 dni ale musze znaleźc więcej wody”,myslał chłopiec. Teraz najgorzej będzie odszukac picie. Włączył latarke i niepewnie ruszł przed siebie. Ruiny miasta ciągnęły się prawie kilometr jak zdążył już to zauważyc. W godzinę powinien to przejśc , ale co potem ? W biegu zgubił mapę a bez niej nie trafi do Miasta. A tylko tam jest bezpiecznie.
***
Russella obudziły krzyki i charczenie. Szybko się rozbudził spakował zniszczony śpiwór i bardzo cicho wyszedł z jednego z budynków gdzie znalazł schronienie. Krzyk znowu się powtórzył. Kobieta. Coś musiało się z nią dziac, pomyślał. Nie był pewien czy ma jej pomóc. Czy też pobiec omijając niebezpieczeństwo. Ale przypomniał sobie Liz i ruszyło go sumienie. Skradając się wyszedł na ulice. Nagle zobaczył Upadłego. Szybko się schował za jednym z budynków. Zauważył że jego okno jest otwarte. Wszeł przez nie a nastepnie do kolejnego by tam obserwowac Upadłego. Może za chwilę sobie pójdzie, pomyślał. Jednak to co zobaczył przeraziło go do szpiku kości. Znowu rozległ się krzyk. Tak pochodził z tej kobiety. Russell już wiedział dlaczego krzyczała. Upadły torturował ją. Szare stworzenie z długimi na 2 metry pazurami i ostrzymi jak brzytwa zębami żarło na oczach kobiety jej ręke. A ona nic nie mogła na to poradzic. Płakała i wrzeszczała jednak Upadły nie uwalniał jej z uścisku. W ocalałej prawej ręce trzymała pistolet ale sądząc po tym jak rozpaczliwie naciskała na spust, skończyła się jej amunicja. Tymczasem potwór skończył się żywic jej ręką. Ale Russell wiedział że to jeszcze nie koniec. Zniekształcona głowa zbliżała się powoli do kobiety. Z ust potwora kapała krew, która po chwili pobrudziła bluzkę ofiary. Chłopiec usłyszał tylko urywany przedśmiertny krzyk a potem kiedy wychylił się za parapetu , ujrzał makabryczny widok. Potwór trzymał martwą teraz kobiete w wielkiej łapie i żarł jej brzuch od srodka. Na ulice rozprysła się krew a wnetrzności ofiary wypływały z niej jak wymiociny. Jej szeroko otwarte oczy wpatrywały się pusto w niebo a ręka zwisała bezwładnie. Russell zacął cicho łkac. Wiedział do czego Upadli byli zdolni ale nigdy nie widział tego na własne oczy. Zawsze starał się je ominąc. A teraz kiedy ta biedna kobieta została tak brutalnie zabita był pewien że to okropne nie znające litości potwory zdolne tylko do zabijania. Miał nadziję zę uda mu się go minąc, ale jeśli będzie potrzeba poczeka aż sobie pójdzie.
-Mamo?- usłyszał nagle cichutki głosik. Upadły automatycznie spojrzał w stronę głosu i rzucił w prawo martwą kobiete. Pobiegł w jego stronę a Russell bezmyślnie kręcił głową.” Nie to niemożliwe!” ,krzyczał w myslach. ” Ta kobieta miało dziecko!”. Pewnie chciała zdobyc jedzenie ale natrafiła na Upadłego. Boże ! Nie!! Ten mały zostanie zabity tak jak ona!! Nie! Małe niewinne dziecko ! Russell juz postanowił. Uratuje to dziecko. Nie pozwoli by ten potwór zabił tez jego . Wziął plecak i cihco ruszył w stronę zkąd pochodził głos. Budynki były koło siebie więc Russell musiał tylko wyjśc przez jedno okno i wejśc przez drugie. Drugi budynek był sklepem z zabawkami. A przynajmniej tym co z niego zostało. Kilka zniszczonych wyblakłych pułek stało krzywo w sklepie. Na nich leżały zabawki, jednka chłopiec nie mógł nawet ich rozponac, bo tak były zniszczone i zepsute. Schował się za jedną z nich i rozglądnął sie po sklepie szukając Upadłego. “Jeśli to nie to miejsce gdzie jest mały , juz po nim” ,pomyślał Russell. -Nieee!!!-usłyszał słaby głosik. Bez wahania pobiegł w jego strone ale było juz za poźno . Upadły złamał mu obie ręce a teraz pożerał nogi . Mały miał nawet pistolet ale nie wiedział jak go używac. Widząc Russella zacżał do niego krzyczec ” Pomocy ” !! Ale on stał jak wryty. Co miał zrobic? I wtedy Upadły go zauważyl. Jego czerwone ślepia wpatrywały się w niego bezlitosnie dając uczucie strachu. Upadły zrobił coś na rodzaj uśmiechu a z zębów kapała mu krew. Nie widziec dlaczego Russel spojrzał w prawo i na blace lady zauważył strzelbe. Pewnie właściciel starał się bronic. Watpie by mu się udało, pomyślał szybko . Jeszcze raz spojrzał na Upadłego i nie wahając się uskoczył w prawo dopadł strzelby i w tępie błyskawicy strzelił w głowę Upadłego. Miał szczęscie strzalba była naładowana a on celnie trafił w potwora. Stworzenie padło a po podłodze rozlała się kałuża ciemnej krwi. Russell upuscił strzelbe i podbiegł do małego. A ten leżał oddychając cięzko . Chłopak spojrzał na noge i natychmiast odwrócił wzrok. Nóżka 5-letniego chłopca była rozszarpana na sztrzępy a krew lała się nieybłaganie. Russell ukucnął przed chłopcem i milaczął nie wiedząc co powiedziec. Chwile później chłopczyk odezwał się lamiącym głosem
-Gdzie moja mama ?
Z oczu Russella kapały łzy. Co miał mu powiedziec ?
-Twoja mamusia poszła do Nieba. Ty tez tam idziesz. Spotkasz się z nia -Chłopak z trudem się nie rozkleił. Tylko na to było go stac a śmierc chłopca była pewna
-To cieszę się.-W tej chwili chłopiec spojrzał w jego stronę-Dziękuję.
-Za co ?-spytał Russell
-Prubowałeś mnie uratowac. Dziękuje. Dzięku…-to były jego ostatnie słowa. Chłopiec wziął ostatni oddech i… Pożegnał się z tym światem.
***
Russel zakopał ciała kobiety i dziecka obok siebie i z drutów i kawałków drewna stworzył krzyż. Pomodlił się za ich duszę z trudem przypominając sobie słowa ” Ojcze Nasz”. Przeżegnał się i ruszył w swoim kierunku. Teraz miał dodatkową broń. W sklepie znalazł duzo amunicji i schował ją do plecaka. Przez plecy przewiesił strzelbę. Dzisiejszy świat jest okrutny, myślał chłopiec stawiając kolejne kroki. Nie ma w nim litości. Zabij albo sam zostań zabitym.
Tak :) Kolejny rozdział świata w płomieniach :) Sorka za błędy
Flap'S
10.Świat w płomieniach - prolog
Prolog
Russell biegl ulica dyszac ciezka. Nie wreszcie przestana go gonic, pomyslal. Juz nie mial sily. Ciagle musial uciegac, krasc ,robic wszystko by przezyc. Musial nawet zabic ta kobiete. A ona mu tak pomagala. Dbala o niego i nawet poczul sie tak jakby ktos go kochal. Nie. Nie moze tak myslec. Pamietal jeszcze jak znalazl pistolet na polu kukurydzy i jak wszedl to ich starej chaty a ona spala tam spokojnie i wtedy on bez wachania strzelil jej w glowe i … Przestan!!!! Krzyknal sam do siebie. Przesstan o niej myslec. Lizy byla tylko zwykla osoba, kolejna ktora on musial zabic. Zabic by przezyc. Nie bedzie po niej plakal. Znajdzie jedzenie i dach nad glowa. Wszystko bedzie dobrze. Co?! Przestan klamac Russell. Nic nie bedzie dobrze nigdy juz nigdy. Na tym swiecie nie ma juz ludzi. Sa to tylko potwory. Zdolne zaledwie do zabijania tych dobrych. A teraz stoczyl sie tak bardzo zglupial juz do tego stopnia ze ukradl Czerwonym chleb i wode. Musi gdzies znalezc kryjowke. Jest. Russell wbiegl w ciemna uliczke i kieedy spojrzal w gore dostrzegl otwarte okno i drabine dostwiona do niego. Szybko wspial sie po niej i wszedl do ciemnego pokoju. Zamknal okno i przestraszony przykucnal przy parapecie. Tu mnie nie znajda ,pomyslal. Slyszal ich krzyki ale byli tacy glupi ze nie pomysleli ze mogl wspiac sie po drabinie. Mial choc tyle szczescia . Przestan sie oklamywac Russell,powedzial sam do siebie. Ale pokrecil tylko glowa. Szczescie juz dawno przestalo istniec a teraz kazdy klamal by przezyc. Wszyscy klamia.
O to kolejne opo mojego wykonania :) Jest to na razie prolog ale już mam napisane 3 rozdziały :) tworzyłam to trochę dawno na tumblrze i postanowiłam dodac :) Wiem że pisze teraz dużo ale wszystko mam rozplanowane tak że się wyrobie :) Z tego powodu że zabrakło mi i czasu i weny nie skończyłam "Świata w płomieniach" . Postanowiłam powrócic do dawnych czasów i dodac "Świat w płomieniach" tutaj i prawdopodobnie skończyc to na blogu :)
Flap'S
niedziela, 22 września 2013
9. Postacie z "Tenshi no oki "
3. Trzeci to Hiro ;)
4.Również tak może wyglądac Hiro :)
5. Taichi ;)
6.Kolejny Taichi xD
Flap'S
8. Tenshi no oki - Rozdział 1
Rozdział 1
-Hiro ! Stolik 3 chce coś zamówic - odezwał się mój szef. Eh, praca jako kelner wcale nie była fajna. No ale jakoś musiałem zarabiac na życie. Poczłapałem w stronę stolika i zapytałem siędzącą tam parę:
-Witamy w restauracji "Love and Angel", chcieli by państwo coś zamówic?
Mężczyzna w szarym garniturze odparł:
-Tak. Ja poroszę wołowinę w sosie grzybowym a moja małżonka faszerowanego indyka - zapisałem wszystko na żłótej kartce.
-A, i proszę jeszcze o najlepsze jakie macie, czerwone wino - dodał a ja pokiwałem głową i odszedłem.
- Hej ! Antonio ! Zamówienie! - krzyknąłem do kucharza z czarnymi wąsami i szybko podałem mu kartke zręcznie omijając kałuże oleju na podłodze.
-Rozumiem. A , Hiro poproś żeby sprzątacza żeby umył podłgę. Nie mogę pracowac w takim bałaganie- powiedział z charakterystycznym akcentem. Antonio był w połowe włochem. Jego matka ożeniła się z włochem i po kilku latach małżeństwa urodził się im syn. Antonio prawie 15 lat mieszkał Sycyli jednak po śmierci ojca i matki wyjechał i trafił tutaj w Japonii. Czasami mówił po angielsku ale najczęściej w naszym języku. Trzeba przyznac że Antonio jest wspaniałym kucharzem.
Poszedłem na zaplecze i oznajmiłem Samancie żeby posprzątała "syf" w kuchni. Zrobił o co go prosiłem.
Zdjąłem czarną marynarkę i wypiłem trochę wody. Na sali było gorąco dlatego często musiałem coś pic. Całe szczęscie że się nie pociłem. Nie miałem przerwy dlatego czym prędzej wyszedłem za drzwi i już po chwili krzyknąl do mnie Antonio:
-Hiro! Zamówienie z 3 stolika gotowe !
***
Byłem strasznie zmęczony. Nienawidziłem nocnych zmian. Były długie i przedewszystkim w nocy przychodziło najwięcej ludzi. NIecierpliwili się kiedy tylko się spóźniałem. Najczęściej byli to bogadzi biznesmeni , ludzie zarabiający ful kasy i myślącyhc że mogą wszystko i że są najlepsi. Ciekawe jakby im poszło gdyby zamienili się ze mną miejscami.
***
Wszedłem po schodach kiedy moją uwagę przykuł list umieszczony pod drzwiami. Dziwne. Wziąłem go do ręki i spojrzałem. Nie było adresata tylko odbiorca czyli ja. Wszedłem do mieszkania i siadając na brązowej kanapie zacząłem czytac. Ktoś ma ładny charakter pisma, pomyślałem:
Drogi Hiro
Nie wiesz kim jestem ale ja wiem kim TY jesteś. Znam twoją tajemnice i wiem gdzie mieszkasz. Chciałbym ci coś pokazac. Możesz mi nie wierzyc ale to coś jest bardzo dla ciebie cenne. Coś co straciłeś w przeszłości. Spotkajmy się w parku , blisko twojego domu , o 18:00
R.
Kiedy skończyłem miałem wytrzeszczone oczy. Jakiś facet znał mnie , i wiedział gdzie mieszkam! Co to ma byc do cholery. Jakiś prześladowca ?! I chce się jeszcze ze mną spotkac. Hmm... Dziwne. Zna moją tajemnice i ma coś co straciłem w przeszłości. Jeśli chodzi o tą tajemnice to wiem o co mu chodziło. Bardzo dobrze ukrywałem przed ludźmi fakt że jestem aniołem, ale co do tego czegoś nie byłem pewny. Może to była pułapka. Jakiś zboczeniec mnie obserwował i pod pretekstem jakiejś cennej rzeczy którą niby straciłem w przeszłości, chciał mnie zwabic do parku i na przykład zgwałcic ? NIe to niemożliwe. Ale... Skąd on wiedział że jestem aniołem? I skoro wiedział że nim jestem powinno mu wpaśc do głowy że jeśli chciałby zrobic mi krzywdę to prędzej ja bym mu coś zrobił. Chyba że był naprawdę głupi. Mniejsza. Pójde. Jeśli to świr to go zastrasze i się ode mnie odczepi.
****
Było trochę ciemno. Jednak nie na tyle bym nic nie widział. Rozejrzałem się w koło. Nikogo nie było. Cisza. Spojrzałem na dużą wiśnie stojąca na środku parku. Ktoś pod nią stał. Hmm...Może to ten gostek. Był ukryty w cieniu i prawie bym zobaczył jego twarz, gdyby nie to że usłyszałem czyijś głos:
-No no no widzę że przyszedłeś Hiro
Zrozumiałem że głoś pochodzi od tego faceta. Zmarszczyłem brwi.
-Czego chcesz ? Nie mam czasu .
Zaśmiał się. Wyszedł z cienie i wtedy go zobaczyłem. Miał lśniące fioletowe włosy które były lekko rozczochrane tak że kilka kosmyków odstwawało na boki. Był ubrany cały na czarno a na prawym ramieniu miał jakiś znak. Dobrze wiedziałem co to był za znak. Znak Taichiego. Czarne koło obramowane kolcami a w środku literka "T". Czyżby dla niego pracował? Nie, to nie możliwe nie widziałem Taichiego od prawie póltora roku. I nagle spojrzałem w oczy tego chłopaka, które wręcz błyszczały pod światłem księżyca, do tego fatk że były lekko czerwone dodawał im uroku. Ale ze mnie głupek , pomyślałem Nie mogę się zakochac w męzczyźnie którego nie znam. Nagle dostrzegłem że chłopak trzyma w ręce jakiś czarny cień. Z czasem kiedy wydostawał się z mroku cień dostawał kształtów aż w końcu przerodził się w ciało człowieka.
-Mam dla cibie prezent- doezwał się chłopak a ja zrozumiałem. Zrozumiałem o co mu chodziło w tym liście, że ma dla mnie coś co utraciłem w przeszłości. Coś co bardzo kochałem.
Myślę że rozdział wam się podobał ^_^ Pomyślałam że go dodam bo tak głupio zaczęłam z tym prologiem to pomyślałm że kiedy będę miałą chwilkę to będę dodawac rozdziały Tenshi no oki. ^.^ Przepraszam za błędy xD
Flap'S
7. One-Shot ( GrayxNatsu ) - fragment 2
Zatraciłem się w swoim gniewie
Zrozumiałem że miłośc przynosi tylko ból
Większy niż mogłem przypuszczac
Nie mam siły już na ciebie patrzec
Tak bardzo boli mnie serce
Chciałbym by ten ból zniknął
Żeby miłośc do ciebie znikła
Gray już postanowił. Nie chce już by Natsu go pokochał. Zrozumiał że ta miłośc do niego przyniesie mu tylko zbędne cierpienie i nic więcej. Natsu nie stanie się jego chłopakiem, jeśli będzie go do tego zmuszał. Zresztą, pragnął by jego serce nie odczuwało żadnych uczuc. Kochał go ale on... Nie kochał jego. Nie chce robic przykrości innym z gildii ,ale bardzo tego pragnął by Natsu widział jak wszyscy rozpaczając po jego śmierci. Chciał by zobaczył jaki oni czują ból i żeby uświadomił sobie że on, Gray czuł to samo. Tak, śmierc. Tylko to mu pozostało.
Zrozumiałem że miłośc przynosi tylko ból
Większy niż mogłem przypuszczac
Nie mam siły już na ciebie patrzec
Tak bardzo boli mnie serce
Chciałbym by ten ból zniknął
Żeby miłośc do ciebie znikła
Gray już postanowił. Nie chce już by Natsu go pokochał. Zrozumiał że ta miłośc do niego przyniesie mu tylko zbędne cierpienie i nic więcej. Natsu nie stanie się jego chłopakiem, jeśli będzie go do tego zmuszał. Zresztą, pragnął by jego serce nie odczuwało żadnych uczuc. Kochał go ale on... Nie kochał jego. Nie chce robic przykrości innym z gildii ,ale bardzo tego pragnął by Natsu widział jak wszyscy rozpaczając po jego śmierci. Chciał by zobaczył jaki oni czują ból i żeby uświadomił sobie że on, Gray czuł to samo. Tak, śmierc. Tylko to mu pozostało.
sobota, 21 września 2013
6. Kako no kage - rozdział 2
GrayxNatsu
-Nudzi mi się . Może zrobimy jakąś misję- mag ognia był znudzony. Od jakiegoś czasu nie robili żadnego zadania i to tylko dlatego że 3 dni temu Lucy skończyła 18 lat i "cieszyła się wolnością'. Według Natsu , jego przyjaciółka niedługo wciągnie się w jakiś nałóg. I tyle będzie z jej dorosłości.
-Do rusz dupę i wybierz jakąś- odparł obojętnie jego chłopak. Jemu też się nudziło. Bardzo.
Natsu niechętnie wstał i poczłapał do tablicy. Wczoraj nie spał całą noc, bo śniły mu się koszmary o tym że został bez magii i był najsłabszy w gildii, i teraz ledwo chodził a co do piero myślał. No ale miał siły na misję. W końcu porządna rozpierducha dobrze mu zrobi. Rozglądał się dłuższą chwilkę i ...wybrał wygniecioną kartkę. Było na niej napisane:
"Proszę o pomoc. Moja córka zaginęła, nie możemy jej znaleźc. Dobrze zapłacę."
Pod spodem Natsu zauważył niezłą ilośc zer po liczbie "75". Obok była jeszcze informacja o tym gdzie znajdują się państwo Sangashi, zlecenidawcy, rodzice dziecka w podeszłym wieku, z kilkoma zmarszczkami, ale według Natsu miłymi twarzami. Postanowił wziąc tą misję.
****
-Człowieku ile my mamy jeszcze tu chodzic?-marudził czarnowłosy. Jednak ucichł po chwili kiedy sporunowała go Erza.
-Przestań byc marudą Gray. Natsu wie gdzie ma iśc, prawda?
-No jasne. Według moich obliczeń powinniśmy byc już blisko-odparł zadowolny. Graya nadal dziwło to że jego chłopak jest rozpoznany w mapie i wie gdzie jest cel ich misji. Szli wydeptaną leśną śieżką. Według maga lodu za długo kroczyli do miasteczka Tamaroshi. Czarnowłosego zdziwiło to że ktoś chce mieszkac na takim zadupi , w lesie zupełnie odcięty od większych miast.
-O! Już jesteśmy-krzyknął Natsu i wskazał palcem kilkanaście dachów. Tamaroshi było położone w dole doliny tak że ze wszystkich stron otaczały ją góry.
-Niezły widok-rzekł Gray. Słońce oświetlało dolinę w magiczny wręcz sposób, tak że prawie błyszczała w jego świetle.
-Ok, dośc oglądania. Idziemy-rozkazała magini i ruszyli w dół wąską dróżką.
***
-Dzień dobry . Czy państwo Sangashi?-zaczął mag kiedy drzwi ceglanej willi otworzyły się ukazując starszego mężczyznę w garniturze.
-Dzień dobry. Jak mniemam magowi którzy chcą wykonac zadanie?
-Tak
-Jestem lokajem państwa Sangashi. Proszę za mną.
Lokaj zaprowadził grupę prze hol wyłożony rubinowymi tapetami, i dębową lśniącą podłogą. Gdzie niegdzie postawiono stoliki a na nich piękne białe kwiaty. Mężczyzna zaprowadził ich do brązowych drzwi, kazał zaczekac po czym wszedł do pokoju. Po chwili oznajmił im że mogą wejśc. Mają ładny styl,pomyślał Natsu kiedy rozejrzał się po pokoju. Wyglądał jak salon i chyba nim był bo na samym środku stała biała kanapa z czerwonymi poduszkami, pod nią puchaty rudawy dywan. Na przeciw stała identyczna sofa, a na dywanie stolik do kawy. Nastu njabardziej spodobał się kominek z pięknego jasnego kamienia,ale posmutniał kiedy zobaczył że nie ma w nim ognia. Na prawo znajdowało się duże okno ze złotymi firankami, prze które wpadało słońce rozświetlając pokój.
-Proszę siadajcie-zachęcił mężczyzna.
Magowi usadowli się na wygodnej sofie. Była miękka i miła w dotyku.
-Najpijecie się czegoś-odezwała się miłym głosem kobieta.
-Poprosimy tylko wodę.-odparła Erza a lokaj nalał im do szklanek przezroszysty napój. Wszyscy spragnieni wypili go duszkiem.
-Dobrze , w takim razie niech państwo opowiedzą nam o córce- magini przeszła do rzeczy. Bez żadnego zastanowienia rodzice zaczęli opowiadac:
-Emiko nasza córka zaginęła tydzień temu. Nie wiemy czy kotś ją porwał, czy coś jej się stało. Próbowaliśmy wszystkiego jednak bez skutku. Emiko ma 14 lat ciemne średniej długości włosy i niebieskie oczy. Badrzo lubiła przesiadywac pod drzewem w naszym ogródku. Często czytała tam książki lub rysowała. Ale miesiąc przed jej zaginięciem , zaczęła dziwnie się zachowywac. Ciągle przesidaywała w bibliotece, pyskował, nawet kilka dni milczała , nie odzywając się do nikogo. W swoim pokoju trzymała jakieś stare listy, wielkie księgi. Aż pewnego dnia moja żona znalazła u nije medalion. Starej produkcji, srebny taki w którym można przechowywac zdjęcia. W końcu znikła. Nie wiemy gdzie mogła się udac. Przypuszczamy że uceikła. Dzień przed tym zdarzeniem pokłóciliśmy się znią. Krzyczała coś o jakiejś tajemnicy którą odktyła lub musi zrozumiec. To tyle- skończył mężczyzna. Wydawał się tym przytłoczony.
-W takim razie musimy obejrzec jej pokój, przeszukac go obejrzec to drzewa i może coś znajdziemy-powiedziała stanowczo Erza. Panśtwo Sagashi pokiwali głowami.
"Gray"
"Nie przypuszczałem jaką tajemnice odkryjemy i jak to wszystko się potoczy. Nic już nie miało byc takie same "
Proszę bardzo ^_^ Kolejny rozdziałek. Główne opo będzie się nazywało Kako no kage czyli Cień przeszłości, bardzo lubię japońskie nazwy xD Eh w tym rozdziale nie działo się wiele i czuję że mi się nie udał... no ale dawno nie dodawałam głównego opo a coś mnie tak naszło by je napisac ^_^ Tak , tak będzie jakaś tajemnica mam już co do tego opo fabułę związaną właśnie z tą tajemnicą :) Przepraszam za błędy ;)
Flap'S
-Nudzi mi się . Może zrobimy jakąś misję- mag ognia był znudzony. Od jakiegoś czasu nie robili żadnego zadania i to tylko dlatego że 3 dni temu Lucy skończyła 18 lat i "cieszyła się wolnością'. Według Natsu , jego przyjaciółka niedługo wciągnie się w jakiś nałóg. I tyle będzie z jej dorosłości.
-Do rusz dupę i wybierz jakąś- odparł obojętnie jego chłopak. Jemu też się nudziło. Bardzo.
Natsu niechętnie wstał i poczłapał do tablicy. Wczoraj nie spał całą noc, bo śniły mu się koszmary o tym że został bez magii i był najsłabszy w gildii, i teraz ledwo chodził a co do piero myślał. No ale miał siły na misję. W końcu porządna rozpierducha dobrze mu zrobi. Rozglądał się dłuższą chwilkę i ...wybrał wygniecioną kartkę. Było na niej napisane:
"Proszę o pomoc. Moja córka zaginęła, nie możemy jej znaleźc. Dobrze zapłacę."
Pod spodem Natsu zauważył niezłą ilośc zer po liczbie "75". Obok była jeszcze informacja o tym gdzie znajdują się państwo Sangashi, zlecenidawcy, rodzice dziecka w podeszłym wieku, z kilkoma zmarszczkami, ale według Natsu miłymi twarzami. Postanowił wziąc tą misję.
****
-Człowieku ile my mamy jeszcze tu chodzic?-marudził czarnowłosy. Jednak ucichł po chwili kiedy sporunowała go Erza.
-Przestań byc marudą Gray. Natsu wie gdzie ma iśc, prawda?
-No jasne. Według moich obliczeń powinniśmy byc już blisko-odparł zadowolny. Graya nadal dziwło to że jego chłopak jest rozpoznany w mapie i wie gdzie jest cel ich misji. Szli wydeptaną leśną śieżką. Według maga lodu za długo kroczyli do miasteczka Tamaroshi. Czarnowłosego zdziwiło to że ktoś chce mieszkac na takim zadupi , w lesie zupełnie odcięty od większych miast.
-O! Już jesteśmy-krzyknął Natsu i wskazał palcem kilkanaście dachów. Tamaroshi było położone w dole doliny tak że ze wszystkich stron otaczały ją góry.
-Niezły widok-rzekł Gray. Słońce oświetlało dolinę w magiczny wręcz sposób, tak że prawie błyszczała w jego świetle.
-Ok, dośc oglądania. Idziemy-rozkazała magini i ruszyli w dół wąską dróżką.
***
-Dzień dobry . Czy państwo Sangashi?-zaczął mag kiedy drzwi ceglanej willi otworzyły się ukazując starszego mężczyznę w garniturze.
-Dzień dobry. Jak mniemam magowi którzy chcą wykonac zadanie?
-Tak
-Jestem lokajem państwa Sangashi. Proszę za mną.
Lokaj zaprowadził grupę prze hol wyłożony rubinowymi tapetami, i dębową lśniącą podłogą. Gdzie niegdzie postawiono stoliki a na nich piękne białe kwiaty. Mężczyzna zaprowadził ich do brązowych drzwi, kazał zaczekac po czym wszedł do pokoju. Po chwili oznajmił im że mogą wejśc. Mają ładny styl,pomyślał Natsu kiedy rozejrzał się po pokoju. Wyglądał jak salon i chyba nim był bo na samym środku stała biała kanapa z czerwonymi poduszkami, pod nią puchaty rudawy dywan. Na przeciw stała identyczna sofa, a na dywanie stolik do kawy. Nastu njabardziej spodobał się kominek z pięknego jasnego kamienia,ale posmutniał kiedy zobaczył że nie ma w nim ognia. Na prawo znajdowało się duże okno ze złotymi firankami, prze które wpadało słońce rozświetlając pokój.
-Proszę siadajcie-zachęcił mężczyzna.
Magowi usadowli się na wygodnej sofie. Była miękka i miła w dotyku.
-Najpijecie się czegoś-odezwała się miłym głosem kobieta.
-Poprosimy tylko wodę.-odparła Erza a lokaj nalał im do szklanek przezroszysty napój. Wszyscy spragnieni wypili go duszkiem.
-Dobrze , w takim razie niech państwo opowiedzą nam o córce- magini przeszła do rzeczy. Bez żadnego zastanowienia rodzice zaczęli opowiadac:
-Emiko nasza córka zaginęła tydzień temu. Nie wiemy czy kotś ją porwał, czy coś jej się stało. Próbowaliśmy wszystkiego jednak bez skutku. Emiko ma 14 lat ciemne średniej długości włosy i niebieskie oczy. Badrzo lubiła przesiadywac pod drzewem w naszym ogródku. Często czytała tam książki lub rysowała. Ale miesiąc przed jej zaginięciem , zaczęła dziwnie się zachowywac. Ciągle przesidaywała w bibliotece, pyskował, nawet kilka dni milczała , nie odzywając się do nikogo. W swoim pokoju trzymała jakieś stare listy, wielkie księgi. Aż pewnego dnia moja żona znalazła u nije medalion. Starej produkcji, srebny taki w którym można przechowywac zdjęcia. W końcu znikła. Nie wiemy gdzie mogła się udac. Przypuszczamy że uceikła. Dzień przed tym zdarzeniem pokłóciliśmy się znią. Krzyczała coś o jakiejś tajemnicy którą odktyła lub musi zrozumiec. To tyle- skończył mężczyzna. Wydawał się tym przytłoczony.
-W takim razie musimy obejrzec jej pokój, przeszukac go obejrzec to drzewa i może coś znajdziemy-powiedziała stanowczo Erza. Panśtwo Sagashi pokiwali głowami.
"Gray"
"Nie przypuszczałem jaką tajemnice odkryjemy i jak to wszystko się potoczy. Nic już nie miało byc takie same "
Proszę bardzo ^_^ Kolejny rozdziałek. Główne opo będzie się nazywało Kako no kage czyli Cień przeszłości, bardzo lubię japońskie nazwy xD Eh w tym rozdziale nie działo się wiele i czuję że mi się nie udał... no ale dawno nie dodawałam głównego opo a coś mnie tak naszło by je napisac ^_^ Tak , tak będzie jakaś tajemnica mam już co do tego opo fabułę związaną właśnie z tą tajemnicą :) Przepraszam za błędy ;)
Flap'S
czwartek, 19 września 2013
5. Plan
Oki doki :) Pomyślałam że napisze plan najlbiżyszch postów ( kolejnych części One-Shotów i opowiadań ) żebyście wiedzieli kiedy co "może" będzie ;)
1. Na pierwszym miejscy jest "Īguru no kage" czyli główne opowiadanie
2.Kolejna częśc One-Shota ( prawdopodobnie będzie ich 3 )
3. Kontynuacja Bogini Chaosu czyli " Bogini Nicości" mówię od razu że będę się przy tym starac bardziej xD
4. Może kolejna recenzja lub coś innego jakieś jednorazowe opowiadanie żeby było troszkę świeżo ( czasami z tego jednarazowego opo mogę wiąźc,np: Fabułe czy bohaterów)
Nie powiem kiedy ani o której godzinie to będzie ale myślę że dziś w czwartek coś się pojawi i może przez najbliższe dni będę coś dodawac codziennie jeśli znajdę czas :) Ale "MOŻE"
xDxDxD
Pozdrawiam :)
Flap'S
1. Na pierwszym miejscy jest "Īguru no kage" czyli główne opowiadanie
2.Kolejna częśc One-Shota ( prawdopodobnie będzie ich 3 )
3. Kontynuacja Bogini Chaosu czyli " Bogini Nicości" mówię od razu że będę się przy tym starac bardziej xD
4. Może kolejna recenzja lub coś innego jakieś jednorazowe opowiadanie żeby było troszkę świeżo ( czasami z tego jednarazowego opo mogę wiąźc,np: Fabułe czy bohaterów)
Nie powiem kiedy ani o której godzinie to będzie ale myślę że dziś w czwartek coś się pojawi i może przez najbliższe dni będę coś dodawac codziennie jeśli znajdę czas :) Ale "MOŻE"
xDxDxD
Pozdrawiam :)
Flap'S
środa, 18 września 2013
4.Tenshi no koi ( Anielska Miłośc) - Prolog
Prolog
Słyszałem krzyki. Jego krzyki. Związany nie mogłem nic zrobic. Płakałem. Ja ! Hiro Fuchida.Makoto Oshima. On krzyczał. Moje serce krwawiło. Bo go kochałem. Tak. A teraz on...umierał a ja nie mogłem nic zrobic. Nic !
-H-h-h iroooo!!!... Hiro!!! PRoszę ! Hiro!- Już dłużej nie wytrzymam. Wiesz Makoto że nie mogę ci pomóc. Gdybym się ruszył umarł bym i wtedy tak czy siak bym cię nie uratował. Taichi czemu mu to robisz. Ja go kocham do cholery !
-Widzisz Makoto! Tak Hiro cię kocha ! Nawet się nie ruszy ani nie odezwie. Hahhahaha!!! Umrzesz prze niego idioto! Umrzesz! Rozumiesz głąbie?!-Usłyszałem charakterystyczny dźwięk wtedy kiedy ktoś kogoś uderza. Makoto...
-Zamknij się !!- uniosłem głowę - Rozumiem Hiro i wiem że umrę ! On...On...-czyżbym usłyszał płacz? Makoto nie rób tego bo pęknie mi serce !
-Wiem kim jest i kim będzie Hiro. I mimo jego błędów nadal go kocham. Mimo tego że mnie okłamał , zdradził zostawił, skrzywdził ja nadal go kocham ! Ty nigdy nie zrozumiesz miłości Taichi. Możesz mnie zabic ale nie zmienisz mojej duszy serca ani uczyc. Wiesz-Makoto się zaśmiał- Nie dziwię się że matka cię nie chciała Taichi.
Cisza...Żadnych dźwięków. Makoto posunął się za daleko.
-I myślisz że mnie to ruszy?0odezwał się nagle Taichi
-Wiem że matka mnie nie kochała. Ta stara krowa nie miała serca. Byłem przypadkowy. Zupełnie nie było mnie w jej planach. NIe kochała mnie to fakt. Hehe. Mądry jesteś. Hmmm...Ciekawe skąd to wiesz ? Co?-usłyszałem śmiech
-No cóż, ze swoich źródeł - odparł lodowato Makoto. Wiado że nie miał do niego szacunku.
-Eh...Ale się z tobą ciężko rozmawia. Wiesz mam pewien pomysł.
***
Widziałem. Widziałem jak go torturuje. Na moich oczach. Drań. Czy on w ogóle miał uczucia? Słyszałem jak Makoto ledwo łapie oddech, dyszy ciężko, jęczy z bólu za każdym uderzeniem. Musiał trafic w mój czuły punkt. Nawet jakbym chciał nie mógł bym pomóc mojemu chłopakowi. Związał mnie, odebrał moce i zaczarował tak że jeśli tylko wstanę z miejsca gdzie jest wymalowany orzeł, wielki tasak obetnie mi skrzydła, a ja wtedy albo umrę z bólu albo będę cierpiał do końca swoich dni. Biczował go. Jego gołe plecy ociekały krwią, wielkie czerwone kreski pokrywały całą jego kiedyś delikatną a teraz poszarpaną, skórę. Łzy spływał mi ciurkiem aż zastanawiałem się że jeszcze je mam. Wiedziałem że miłośc mojego życia za kilka chwil umrze.
-I co Hiro? Dostałeś swoją karę !! Hahahaha !!!!- szaleńczy śmiech Taichi rozniósł się echem po pomieszczeniu. Poczym z całej siły jeszcze raz uderzył Makoto. Krew prawie lała się z jego pleców.
-Zostaw go ! - wreszcie odważyłem się odezwac.
-Zostaw go do cholery ! Bierz moje skrzydła, duszę ciało czy cokolwiek ale nie zabijaj go ! Miej litośc Taichi. Cholera miej lotośc !- poniżałem się przed tym idiotą. Ale wiedziałem że robiłem to dla nas. Dla naszej miłości.
-Wiesz - zaczął Taichi i podszedł do mnie - Może był by to niezły pomysł. Oddasz mi swoją duszę a ja później odetnę ci skrzydła i dodam do mojej kolekcji. Będą umieszczone na honorowym miejscu.
-Zgadzam się , ale zrób to szybko i musisz na moich oczach uwolnic Makoto !- dodałem stanowczym tonem. Moge się zabic. Dla niego. Tak bardzo go kocham. Wyczyszczą mu pamięc,i o mnie zapomnij. A ja będę szczęśliwy że on nadal żyje.
-N-nie - wydyszał Makoto.- Nie pozwole ci na to. Skrzydła...złapał oddech - Skrzydła to najcienniejsza rzecz jaką ma anioł. Nie pozwolę ci ich obciąc, i nie pozwolę ci zginąc. Oboiecuje-dodał a ja widziałem "to coś" w jego niebieskich oczach. Wiedziałem że jeśli Makoto złoży obietnice to jej dotrzyma. Taichi znudzony naszą rozmową zdjął kajdanki mojemu chłopakowi, który upadł na podłogę ze zmęczenia. Biedaczek. Ile musła prze ze mnie wycierpiec.
-A teraz przejdziemy do rzeczy- zaśmiał się Korekutā no tsubasa ( kolekcjoner skrzydeł). Fioletowa smuga oplotła jego rękę a w niej pojawił się "Zabijacz szczęścia"
-Napierw obetnę ci skrzydła byś cierpiał i cierpiał i a późnije obetnę ci skrzydła
-Co?? Nie taka była umo...-nie dokończyłem bo w chwili kiedy Taich iwymierzył we mnie Makoto wszedł pomiędzy nas i... Przyjał cios przeznaczony dla mnie. Miecz przebił go na wylot. Widziałem jego krew. Kilka kropel poplamiło mi twarz. Jego bezwładne ciało upadło koło mnie a ja siedziałem zesztywniały. Od razu do niego podszedłem i widziałem jak moje łzy kapały na jego klatkę piersiową. Nie zwracełlm uwagi na Taichi. Mógł mnie teraz zabic, ale ja i tak interesowałem się w tym momencie Makoto.
-Widziałeś, dotrzymałem boetnic- ledwo to z siebie wydusił.
Zaśmiałem się lekko.
-Ale głuptasie teraz umrzesz. I co ja zrobie bez ciebie ?
-Poradzisz sobie. Wiem o tym. Będę nad tobą czuwac. Wiesz Hiro...-zapytał mnie
-Tak?
-Nigdy nie miałem okazji zobaczyc jak kwitnie wiśnia. W naszym mieście jej nie było. Szkoda że moje marzenie się nie spełnioło. Ale...cieszę się że poznałem ciebie. Kocham cię Hiro-dodał a moje serce prawie pękło z bólu. Ja nie dotrzymałem obietnicy. Pamietałem jak obiecałem u że zabiorę go tam gdzie kwitnie najpięknieszja wiśnia.
-Ja ciebie też Makoto. I wiesz... Obiecuję ci i teraz naprawdę, że zobaczysz kwitnącą wiśnie-dodałem i zacząłem płakac jeszcze bardziej.
-Dziękuję ci Hi...Hi...Hiro - Makoto uśmiechnał się lekko a potem... Umarł.
Straciłem go. Żałuę że w ogóle go na to naraziłem. Kochałem go tak mocno, że nie słuchałem rozumu. A wiedziałem że nasz zwiążek nie skończy się dobrze. Ze Makoto będzie cierpiał a ja tak czy siak zgine. Ale jego uśmiech jego oczy, to była miłośc której nie da się opisac słowami. A teraz. Już go nie ma. A ja czuję że już nie zaznam kolejnej miłości. Ha! Ja to wiem. Nie chce rozmaiwac z ludźmi. Przypominają mi jego. Za bardzo. Codzienie bloi mnie serce, codzienie czuję tą tęsknotę. Wybacz mi Makoto, wybacz. Tak bardzo cię kochałem.
-_- Nie wiem skąd mi to do łba przyszło no ale napisałm. I wiem że spieprzyłam. Nie wiem czy to będzie One-Shot ( wymyślony z bohaterami itp prze ze mnie) czy kolejne opowiadanie chociaż nie wiem po co to robie. Mam główne opo i jeszcze One-Shoto i kiedyś trzeba się zabrac za serie którą pisze dla koleżanki, eh tak mało czasu, no ale ja nie mogłam się powstrzymac ^.^ Ludzię ja bardzo kocham GTA a wychodzi już jutro GTA 5 i na YT będzie z tą grą szaleństwo i ja chciał bym ją obejrzec i jeszcze nauka więc nwm kiedy kolejny raz wejde na tego bloga :/ Przepraszam :( No ale myślę że wam się podobało. Sorka że nie jest długie aha i wiem że zrobiłam kilka błędów ^_^ A i to co jest na samej górze to takie moje propozycje co do tytułu ale nie wiem czy to będę kontynuowac xD
Flap'S
3.One-Shot (GrayxNatsu) cz 1 - "Zawsze będę cię kochac"
jak dawno temu czułem to uczucie
kiedy stałeś tam, ciepło w sercu rozsadzało mnie od środka
nie rozumiałeś mnie
nie chciałeś moich uczuc
byłem zbyt słaby by ci o tym powiedziec
zbyt nieśmiały by powiedziec to co czuje
jestem nikim w porównaniu do ciebie
zawsze żyłem w twoim cieniu
jednak...
jednak kochałem cię mocno i nie mogłem pozbyc się tego uczucia
chociaż bardzo tego chciałem
Dlaczego mnie nie chciałeś Natsu? Nie rozumiem? Powiedziałem to co czuje a ty ? W twoich oczach widziałem tylko zdziwienie a potem ...smutek? Dlaczego? To że cie kocham , jest złe? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz,że musiałeś przestac się do mnie odzywac?! Że zacząłeś mnie ignorowac , tak jakbym bym niewidzialny. Na misjach w ogóle mnie nie zauważałeś, ale teraz... Musimy sobie to wyjaśnic. Nie ma żadnego "ale". Jeśli nic do mnie nie czujesz, powiedz mi to prosto w oczy a nie odchodzisz od tego tematu. Zrozumiem jeśli będziesz chciał żeby łączyła nas tylko przyjaźń, i nic więcej. Zrozumie mój umysł, ale nie serce. Bo moje serce ,Natsu zawsze będzie cię kochac, mimo wszystko.
Gray leżał na pagórku w pobliskim parku i ...rozmyślał. O wszystkim. A głównie o Natsu. O tym jak bardzo go kochał, o tym jak bardzo go bolało że różowowłosy nie odwzajemnia jego uczuc. Tak bardzo bolało go serce, kiedy widział go w gildii odwróconego do niego plecami, tak jakby go nie zauważał.Kiedy byli na misjach i traktował go jakby był niewidzialny. Gray cierpiał, i to bardzo. Przez pewien moment myślał o odejściu z gildii, zaczęciu nowego życia jako zupełnie inny człowiek. Ale...Tyle rzeczy i wspomnien łączyło go z tym niesamowitym miejscem. Nie mógły by go zostawic, nawet ze względu na Natsu. Natsu...Człowiek z którym zawsze się spierał, kłócił , bił ale z którym łączyła go ta niewidzialna nic przyjaźni, którą według Greya, on musiał przeciąc. Teraz kiedy przypominał sobie momenty ostatnich dni, stwierdził że popełnił głupstwo, którego nie da się teraz cofnąc. Stracił Natsu. Stracił przyjaciela. Przecież mógł o nim zapomniec, zapomniec o tym co do niego czuje, zachowywac się normalnie a nie starac się go poderwac ,byc po prostu tym samym Greyem. Ale nie. On musiał to tak szybko zepsuc. Tyle lat przyjaźni znikło w kilka sekund. I teraz tego żałował. I musiał o tym powiedziec Natsu. Musiał choc trochę się postarac by odbudowac ich przyjaźń, chociaż czarnowłosy wątpił by było to możliwe.
***
-Ej! Cana to moje piwo!-krzyczał Natsu starając się wyrwac swojej przyjaciółce kufel z pysznym alkoholem. Jednak, brązowowłosa zdołała go opróżnic w kilka chwil. Natsu miał zawiedzioną minę.
-Jesteś niedobra-nadął policzki na co Cana dostała czkawi i już pijana zaczęła się histerycznie śmiac mówiąc do Mirajane żeby dała jej kolejny kufel piwa. Białowłosa zachichotało cicho. Niektóre sytuacje w gildii bardzo ją rozśmieszały.
-Gdzie jest Gray-sama-spytała Juvia która siedziała przy barze. - Nie ma go już kilka godzin, Juvia się martwi-dodała i zaczęła się rozglądac w poszukiwaniu ulubionego chłopaka w gildii.
Natsu na to imię zarumienił się i automatycznie odwrócił głową w inną stronę, tak jakby cała gildia wiedziała o tym co powiedział mu Gray kilka dni temu. Cana nic nie zauważyła tak jak Mirajane czy Juvia. Różowowłosy szybko się opanował ,i po chwili jego policzki były normalnego koloru skóry. Wtedy podeszła do nich Erza, która zadała to samo pytanie co Juvia:
-Gdzie jest Gray?
"Co oni wszyscy mają z tą mrożonką?!"dziwił się Natsu.
-Nie wiemy Erza , nie go już kilka godzin-odparła Mirajane-W sumie...-zawachała się chwilę, ale dokończyła-To prawie nie widuje go w gildii, najpierw przychodzi, a późnije znika na kilka godzin. Nikt nie wie gdzie przesiaduje.
Erza uważnie patrzyła najpierw na białowłosą późnije na Juvię i Canę jakby szukając w nich odpowiedzi. Jej wzrok zatrzymał się przy Natsu, który nie rozumiał o co chodzi jego przyjaciółce.
-Natsu!-Powiedziała Erza władczym tonem przykładając swój miecz do podbródka różowowłosego-Gdzie jest Gray ?!
Maga ognia przeszły ciarki.
-Nie wiem Erza-wydusił z siebie przeżywając chwilę grozy. Magini "odłożyła" miecz i jeszcze raz zmierzyła wzrokiem swoich przyjaciół po czym zaczęła rozglądac się po gildii. I właśnie wtedy jakby na pytanie Erzy , otworzyły się drzwi i do środka wszedł Gray ze spuszczoną głową, wyraźnie zamyślony, wlokąc za sobą nogi. Tak bardzo się zamyślił że kierując się do baru nawet nie zauważył stojącej przed nim Erzy która cicho lecz stanowczo powiedziała do niego w ostatniej chwili, inaczej wpadłyby prosto na nią,:
-Gdzie byłeś?
Gray stanął. Podniósł głowę , a jego wzrok mówił wszystko. Jego oczy były bez żadnego uczucia, jakby puste w środku jednak dawały wraźny przekaz:"Zostaw mnie w spokoju inaczej pożałujesz". Erze najpierw zaskoczył ten wzrok, mag lodu bardzo rzadko go "używał". Szybko się opanowała tak by nikt z gildii nie widział jej zaskoczenia.
-Gray, coś się stało?-zadała kolejne pytanie na które czarnowłosy tylko pokręcił głową i podszedł do tablicy z misjami. Juvia chciała do niego podejśc jednak Erza dała jej znac by tego nie robiła. Nikt oprócz czerwonowłosej, Juvii i Mirajane nie zwracał na Graya uwagi tak jakby jego stan był codziennością. Natsu schował głowę w ramionach, prawie leżąc na blacie baru,i udawał że nic go nie interesuje. Ale jednak...
"Dlaczego Gray tak się zachowuje? ,pytał sam siebie" Po chwili znalazł odpowiedź.
"No tak! Przecież dałem mu kosza". Ale myślałem że sie po tym jakoś pozbiera, nie chciałem by cierpiał, po prostu to sie stało tak szybko. On mnie pocałował mówiąc przed tym :"Kocham cię Natsu". A ja ...Eh, nawet nie chce mi się o tym myślec".
-Szukasz misji Gray? - Erza podeszła do maga lodu, który trzymał jedną z przywieszonych na tablicy kartek. Czerwonowłosa zaczęła tracic cierpliwości kiedy po minucie Gray nie odpowiadał. Jej się przecież nie lekceważy! Czarnowłosy skończył "studiowac" misję i odparł ponuro:
-Taa, a co ?
-Nic.Po prostu się pytam. Zresztą na misję zawsze chodziliśmy razem. Już nie chcesz byc w naszej drużynie?-spytała magini, prosto z mostu. Natsu to zauważył. Gray spojrzał w jego stronę tak by tylko on mógł to zauważyc. W jego wzroku był...gniew?
Mag lodu odwrócił głowę tak że teraz patrzyli sobie w oczy.
-A co jeśli powiem tak?-rzekł Gray na co Erze zamurowało. Wszystkich zamurowało. Nikt nie rozmawiał. Cisza. W calej gildii. Erza miała wtrzeszczone oczy, tak samo jak większośc magów i magiń. Opanował ją gniew i wielkie zaskoczenie.
-Że co ?! Jak śmiesz tak mówic?! Jesteśmy przyjaciółmi Gray! Nie możesz od tak zrezygnowac z bycia w naszej drużynie tylko dlatego że masz zły nastrój ! Nie możesz ! Nie pozwalam ci ! To tak jakbyś mówił że nie chcesz byśmy się nadal przyjaźnili ! - Erza była wściekła. Nie rozumiała Graya. Co go napadło ?!
Graya zamknął na mała chwilę oczy poczym odpowiedział lodowotym, bez uczuc tonem:
-Masz rację. Dokładnie to miałem na myśli. Chyba nie ma sensu nadal kontynuowac naszej przyjaźni-dodał i biorąc ze sobą kartkę z misją wyszedł z gildi pozostawiając wszystkich w zaskoczeniu, szczególnie Erze.
I jak ? ^.^ Przepraszam za błędy i że był taki krótki. Niedługo pojawi się kolejna częśc ^_^
Flap'S
2. Kako no kage - rozdział 1
GrayxNatsu
W stronę sufitu poleciała biała piana. Roześmiana blondynka machała butelką na wszystkie strony, tak że oblała prawie wszystkich przyjaciół. W tle leciała muzyka wokół było pełno serpentyn i balonów. Wszyscy śmiali się i składali życzenia Lucy, gdyż właśnie dziś, właśnie teraz kończyła 17 lat. Zaprosiła większośc osób z gildii, kilkoro wyjechało a inni się rozchorowali, jednak blondynce to nie przeszkadzało. Na przyjęciu znajdowały się wszystkie ważne dla niej osoby. Jej fioletowa sukienka wirowała razem z nią kiedy tańczyła w rytm muzyki. Była tym wszystkim taka podekscytowana. Nareszcie nadeszły jej urodziny. Ma teraz 18 lat i bez skrępowania może się nazywac dorosłą. Blondynka rozejrzała się po pokoju. Jej uwage przykuła Erza która tańczyła z Jellalem i była lekko speszona. Niebieskowłosy czuł zapewne to samo ,bo czerwony rumieniec nie schodził z jego twarzy. Magini miała na sobie małą czarną która świetnie podkreślała jej krągłości. Levy założyła pomarańczową sukienkę , prostą i delikatną taką która do niej pasowała. Stała koło baru rozmawiając z Gajeelem i popijając sok. Cana opowiadała Wendy jakieś historie, dziewczynka była tym bardzo zaintersowana gdyż Lucy zauważyła jak jej oczy się błyszczą z zaciekawienia. Mirajane zaprosiła do tańca Laxusa który nie miał nic przeciwko. Mistrz popijał piwo krzycząc coś , jednak blondynka nic nie szłyszała, muzyka zagłuszała wszystko. Happy zanudzał Carle wiedzą o rybach, Lucy dobrze pamiętała dzień kiedy dwa koty założyły się o to kto złapie więcej ryb. Dla dziewczyny oczywiste było że wygra Happy jednak Carla od razu się zgodziła. I przegrała. Więc teraz musiała czas spędzac z nielubianym kotem. To była nagroda Happiego za wygranie zakładu. Lucy dziwiło to że kot nie powiedział ile czasu chciałby spędzic z białą kotką. Och, biedna Carla. I wtedy Lucy spojrzała w stronę pewnej pary. A dokładnie Graya i Natsu. Wtuleni w siebie , zarumienieni , tańczyli wolno zupełnie nie w rytm muzyki. Lucy zaśmiała się cicho. Powiedzieli gildii o "sobie" tydzień przed jej urodzinami, więc nikt jeszcze się do nich nie przyzwyczaił. Przecież zawsze ze sobą rywlizowali, bili się o głupty ,wyzywając się. A teraz są w sobie zakochani. Całują się , przytulają i... Lucy przestała myślec. Jakoś nie mogła sobie wyobrazic Graya i Natsu w jednym łóźku robiących "to". A może już dawno to zrobili ?
-Gray przyniesiesz mi drinka?-wymruczał Natsu wtulony w jego klatkę piersiową. Czarnowłosy przewrócił oczami. Czemu jego chłopak traktował go jak służącego?
-No dobra- powiedział niechętnie i puścił maga kierując się w stronę baru. Zamówił jakiegoś drinka, byle jakiego. Jego chłopak jak idiota stał na środku parkietu i uśmiechał się w jego stronę. Wypił już kilka takich drinkówi trochę był wstawiony ale Gray to lubił. Wtedy według niego Natsu niczego się nie wstydził. Tulił się do niego , szeptał miłe słówka, całował namiętnie i robił wiele różnych rzeczych jakich nie odwarzył by się zrobic w gildii. Chodzili ze sobą już od miesiąca , ale jego chłopak nie za bardzo się do tego przyzwyczaił. Peszył się od razu kiedy Gray patrzył na niego czułym wzrokiem. "Czasami cię nie rozumiem , człowieku" pomyślał mag lodu i wręczył Natsu kieliszek. Chłopak jednym duszkiem wypił zawartośc drinka i westchnął głośno.
-Jakie to dobre!-wyszczerzył zęby i znowu wtulił głowę w jego obojczyk. Chłopak nie protestował, dał się ponieśc rytmowi i z przyjemnością wdychał zapach Natsu.
-Jesteś dziwny ale i tak cię kocham-powiedział czule na co mag ognia zamruczał głośniej.
15 minut później
-Gray!- Natsu zaczął-Muszę ci coś powiedziec.
Mag lody przełknąl śline. Powiedziec ?! Co ?! Może Natsu go zradza ?! Czyżby tak szybko się nim znudził?! Nie niemożliwe! A może ma jakąś tajemnice lub sekret który mu chce powiedzec?!
-C-co?-wyjąkał chłopak , bojąc się odpowiedzi.
Natsu uniósł głowę tak że patrzyli sobie w oczy , w między czasie dostając na chwilkę czkawi poczym wybąkał z trudem:
-Muszę iśc do kibla bo zaraz nie wytrzymam -I pobiegł gdzieś zostawiając oszołomionego Graya na parkiecie. Kibel? Więc zdradził mniez kiblem? Zaraz, co?
Dopiero teraz wszystko dotarło do czarnowłosego. Zmarszczył brwi i zacisnął pięści. Co za idiota ! Ja tu myślę że mnie zdradza ma jakiś sekret, tajemnice a ten gada że chce iśc do kibla ?! Co ja z nim mam ! Gray się uspokoił i usiadł na fotelu, rozważając jak ukarac swojego chłopaka za tą sytuację.
10 minut później
Instynk maga lodu mówił mu że Natsu coś się stało. Z toalety powinien wrócic dawno temu . A może przez przypadek wyszedł z imprezy i teraz wałęsa się gdzieś po ciemnych ulicach?! A co jeśli ktoś zrobi mu krzywdę ?! Z Graya wyparowała cała złośc, znikł nawet plan zemsty. Zaczął biegac po pokojach szukając Natsu. A kiedy sprawdzał toaletę...stanął jak wryty. Mag ognia oparty o własne ramię zasnął siedząc na klozecie. Gray wtrzeszczył oczy. On się zamartwiał a ten spał na kiblu. Ufff, na szczęście siedział na desce i miał założone spodnie. Dla chłopaka było by to troszkę krępujące bez pozwolenia patrzec "męskośc" Natsu. I kiedy tak Gray wpatrywał się w jego twarz stwerdził że teraz jego chłopak wygląda...Uroczo. Bardzo uroczo i słodko.
-Och ty głuptasie-mag lodu się uśmiechnął , kucając obok Natsu i delikatnie gładząc jego włosy
-Drugiego takiego maga nigdzie nie znajde-dodał i pocałował różowowłosego w policzek.
I jak ? :) wiem że miał byc długi ale troszeczkę go skróciłam, nie miałam czasu na rozpisywanie się ale kolejne rozdziały będą dłuższe. Jakoś od tak wyszedł mi taki krótki ale myślę że i tak wam się spodoba ^.^ Przepraszam za błedy i za to że tak późno :)
Flap'S :3
1. Recenzja książki ( powrót )
Recenzja książki
Książka opowiada o trójce dzieci, które odkryły staranie ukrytą tajemnice miasteczka Klimore Cove, już dawno zapomnianego na mapie. Jest to drugi tom z serii, więc dzieci "wskakują" do Wrót Czasu i przenoszą się do Egiptu by tam znaleźc mapę potrzebną do dalszych działań. Za dziecmi podąża zdeterminowana kobieta Obliwia Newton wraz ze swoim sługą Manfredem. Oni również chcą znaleźc Pierwszy Klucz i kolejne Wrota Czasu.
Autor pisze ciekawie. Książka wciąga od pierwszych stron, czyta się ją z zaprtym tchem, oczekując co będzie działo się dalej. Główni bohaterowie , chociaż jeszcze dzieci są madre i bystre, szczególnie jeden z nich Jason, jest bardzo sprytny i z niewielkim trudem rozwiązuje podane mu zagadki.Sama fabuła według mnie dobrze wręcz fenomenalnie ułożona, tak by czytelnik chciał czytac więcej i więcej. Większośc książek z tej serii kończy się tajemniczo,z nierozwikłaną zagdką
Nie będę się mocno rozpisywac :) Polecam książkę i to bardzo. Sama ją posiadam i chce uzbierac wszystkie tomy a jest ich 12. Na razie posiadam 6. :)
Myślę że wam się podobało. Spodziewajcie się kolejnych recenzji :)
Flap'S <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
